Dalsza wędrówka, już drogą po łące, zawiodła nas do brodu. Wszyscy spojrzeli z utęsknieniem na prawy brzeg Sanu i pewnie zaczęli myśleć, jak to zrobić aby bezboleśnie tam się znaleźć.

11.jpg

Jednak myślenie nic tu nie pomogło i trzeba było przystąpić do desantu, jak to Piskal określił. Jedni lekko się ociągali, inni badali twardość gruntu lub głębokość nurtu i zastanawiali się, czy wysokość gumowców jest wystarczająca.

12.jpg

Na pierwszy ogień poszedł Piskal i w znanych tylko sobie płytkich miejscach, desantował się na drugi brzeg, pozostawiając resztę ekipy daleko w tyle.

13.jpg

Do odważnych świat należy, więc wszyscy poszli w ślady przewodnika i w nieco głębszym miejscu zaczęli przeprawę.

14.jpg

Dopiero na lepszym zbliżeniu widać dokładnie, kto się wyrywał do przodu, a kto się ociągał.

15.jpg

Gdy jedni walczyli z szalejącym nurtem Sanu, to wtajemniczony w arkana sztuki pokonywania brodów, już się cieszył promieniami słońca i wykręcał przemoczone skarpetki.

16.jpg

Jak to dobrze, że buty nie zostały na brzegu

17.jpg

Gest pełnej satysfakcji i radości z kończącej się przeprawy, bardzo widoczny.

18.jpg

Gumowce dobra rzecz, jednak powinny być odrobinę wyższe, albo rozpoznanie terenu bardziej wiarygodne.

19.jpg

Szczęśliwie zakończona przeprawa została odpowiednio uczczona, a strudzeni wędrowcy poszli smakować w pobliskim barze w Chmielu, zupę chmielową. I tak to przyjemnie minął pierwszy słoneczny dzień jesiennego pobytu w Bieszczadach.

20.jpg