Korzystając z chwilowo wolnego czasu, jeszcze jedna relacja z czerwcowego pobytu w Bieszczadach. Praktyczne, kolejna wyprawa na Słowację, powinna obfitować w ciągłe zachwyty typu och, ach oraz niesamowite, z racji widoków, które towarzyszyły mi podczas przemierzania zaplanowanej trasy. Wyprawa ta dojrzewała od momentu, gdy zafascynowany wejściem z Ruskégo na Vel´ky Horb, popatrzyłem na mapę z nadzieją, że znajdę jakąś „pętelkę”, którą w ciągu jednego dnia można zaliczyć. I wtedy, wybór padł na Runinę. Z racji dość długiej trasy, wczesna pobudka i wyjazd na Przełęcz Nad Roztokami. Ok. godz. 6 wymarsz znaną stokówką w dół i aby nie zamoczyć poranną rosą butów i nóg, nie skracając sobie na początku trasy, szedłem po utwardzonym podłożu. Wiedziałem już wcześniej, że zakupione w Lidlu buty za ok. 60 zł, nie nadają się na wędrówkę po mokrej trawie. Ale one miały być tylko jako ewentualna rezerwa. Jednak, gdy pierwszego dnia przed rozgrzewającą zastałe mięśnie wycieczką, zobaczyłem, że z tych właściwych zabrałem tylko jeden but, wściekłem się na siebie i przez 2 tyg. męczyłem się na rezerwie . Przysporzyło mi to dodatkowych „atrakcji”, a chwilami stopy wyglądały jak „ręce praczki”.
Pierwszy widok na słowacką stronę już był fascynujący i dodawał zapału do pokonania planowanej trasy.

01.jpg

Po pewnym czasie, serpentynowe agrafki zaczęły być dość długie, więc zmieniłem zdanie i puściłem się przez ukwiecone i szkliste od porannej rosy łąki.

02.jpg

Po dotarciu do Ruskégo, w trakcie pierwszego suszenia skarpetek, mogłem nacieszyć oko znanym już widokiem i podziwiać dbałość Słowaków o turystów.

03.jpg

Następny etap do Przełęczy Sedlo Zálomy, przebiegał na początku wśród miłych dla oka widoków, a później po wilgotnym i zarośniętym terenie.

04.jpg

Na odcinku pomiędzy przełęczą, a Smerekovicą, nie było żadnego dogodnego miejsca, aby usiąść i ponownie zmienić mokre skarpetki. Jednak, gdy trafiła się nasłoneczniona polana, usiadłem na poboczu stokówki i po chwili usłyszałem nadjeżdżający samochód. Okazało się, że byli to słowaccy policjanci. Ich zachowanie wzbudziło u mnie pewien podziw, gdyż pierwsze pytanie jakie zadali, to, czy wszystko w porządku?. Następnie zapytali skąd i dokąd idę, gdzie zostawiłem samochód oraz jaka jest pogoda w Polsce . Życząc mi przyjemnej wędrówki, pojechali dalej.
Po dojściu stokówką do miejsca oznaczonego jako Smerekovica, poczułem się lekko zdezorientowany, gdyż na mapie niebieski szlak prowadził trochę inaczej aniżeli wskazywał drogowskaz. Poszedłem kilkaset metrów zgodnie ze wskazaniami drogowskazu, ale żadnych śladów niebieskiego szlaku nie zobaczyłem. Popatrzyłem na mapę i ostatecznie mógłbym iść dalej, ale Runinę bym zostawił z boku. A przecież to ona miała być celem mojej wyprawy. Nie było innego wyjścia jak wrócić do skrzyżowania i jeszcze raz dokładnie przyjrzeć się okolicznym zaroślom. I dobrze zrobiłem, gdyż dosłownie kilka metrów od drogowskazu, znajdował się ukryty w listowiu, kierunek dalszego szlaku prowadzący przez urokliwy mostek.

05.jpg

Dalsze wędrowanie, już po odkrytym terenie, to raj dla oka i duszy. Niestety, ale nadciągające ciemne chmury nic dobrego nie wróżyły i zmobilizowały do szybszego marszu, aby wśród zabudowań Runiny, znaleźć jakieś schronienie.

06.jpg

W strugach intensywnego, ale krótkotrwałego deszczu wszedłem do Runiny, aby na chwilę schronić się pod okapem jakiegoś urzędu.

07.jpg

Trwało to dość krótko, więc poszedłem kilkadziesiąt metrów dalej i już w pełnym słońcu usiadłem na przyzwoitym przystanku z bieżącą wodą, aby na półmetku odpocząć i uzupełnić stracone kalorie.

08.jpg

Podczas dalszego marszu już zielonym szlakiem w kierunku Dziurkowca, mogłem podziwiać pasmo gór otaczające Runinę.

09.jpg

Natomiast przede mną, najcięższy odcinek trasy, chociaż z daleka nie wygląda tak źle.

10.jpg