rzuciła się na nas ze wzmożoną siłą po dotarciu do ciemnego obelisku na którym można było odczytać.niebagatelność w zachowaniu domatorów obiektu tegoż;
. Nie wiadomo po jakich szkołach był artysta wykonujący ten napis , ale jak widać miał problemy z pisownią bukwy R
.
.Dotarcie na to miejsce zaowocowało radosnym wykonaniem grupówki, której jednak cenzura nie dopuściła do publikacji na tymże popularnym forumie. Trudno.
Jesteśmy więc na trójstyku granicznym znanym u nas najczęściej pod nazwą Kremenaros. To było apogeneum dnia dzisiejszego i teraz miało już być łatwiej, czyli z górki.
Rzeczywiście z górki było wciąż z górki i nadal z górki i wydawało się że schodzimy już do poziomu morza , a okazało się że doszliśmy do jakiegoś potoczku. Zarządzoną przerwę wszyscy wykorzystali na odpoczynek z wyjątkiem Bazyla, który niczym ogar poszedł w las. Wraca po chwili uśmiechnięty od ucha do ucha i oznajmia radośnie że znalazł.
Cóżeś tam znalazł - pytają co bardziej dociekliwi.
Mam, mam, nową hydrozagadkę powiązaną z pociągo-zagadką
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/5090-hydrozagadka/page17
.
Daliśmy mu się pocieszyć chwileczkę, ale niezbyt długo bo przed nami jeszcze jedna górka która nas oddzielała od dzisiejszego celu wędrówki. Tym celem była wieś, leżąca po słowackiej stronie czyli Nowa Sedlica. Leży na totalnym końcu świata - według Słowaków - bo dla nich to jest sam rożek państwa .
Dotarliśmy już tam po ciemku, jadąc na przysłowiowych oparach. Środkiem wsi płynie potok , a po obydwu jego stronach drogi i zabudowania. Trzeba było coś obstawić po ciemku: idziemy po lewej czy po prawej stronie ?
Idziemy najpierw na prawo, a potem na lewo. Wybór okazał się trafny , bo wkrótce zobaczyliśmy obiekt który nas żywo zainteresował. Nie wiem czy ta knajpa miała jakąś nazwę , może zwyczajowy Hostinec, albo coś podobnego, ale to była najprawdziwsza knajpa w jakiej już dawno nie dane mi było być.
Wchodzimy a tam widać .... (a żem przesadził z tym widać), a tam majaczą mgliste postacie siedzące przy stolikach zastawionych kuflami z piwem. Majaczą bo smuga dymu papierosowego owija wszystko wokół. Gdzieś tam przewija się barmanka roznosząca wspomagacze. Wszyscy zajęci rozmową nie zwracają uwagi na kilka osób objuczonych plecakami, które zajęły pierwszy wolny stolik.
Zamawiamy specjalność zakładu , czyli piwo Saris - koniecznie czapowane i wkrótce rozkłada nas błogość po całym długim dniu wędrówki.
Pytamy więc od razu o nocleg bo już się nam nie chce dalej iść. Niestety , ten lokal noclegów nie oferuje i będziemy musieli się ruszyć dalej, bo według wskazówek kilka minut dalej jest pensjon
.
.
To miejsce ugościło nas znakomicie oferując wszystko co tylko można sobie wymarzyć, łóżko, prysznic, piwo, jedzenie i (dla wybranych) pierogi na śniadanie.
Info : cena piwa 0.90 Euro




Odpowiedz z cytatem