Wróćmy go głównego wątku , czyli jesteśmy w Bieszczadach po słowackiej stronie we wsi Runina. Siedzimy w tym sklepiku , dając się utulić płynem z browaru Saris i pytamy miejscowych gdzie mamy spać jak nasza chata noclegowa na którą liczyliśmy nie funkcjonuje.
Czas dobiegał końca , więc jeden z bywalców stwierdził , że będziemy nocować u niego. Był to stary kawale mieszkający z matką i zaprosił nas do swojego domku gdzie mieliśmy swój kawałek podłogi.
A cóż więcej człowiekowi do szczęścia potrzeba ?
No można być bardziej szczęśliwym obserwując lądujące statki kosmiczne. Prawie środek nocy wpadł nasz gospodarz do pokoju o 4-tej nad ranem mówiąc że kosmici lądują , ale nikt z nas nie był namaszczony do takiego spotkania trzeciego stopnia.
Przewrót na drugi bok i chrapanko.
Pani starsza gospodyni ugościła nas porankiem miejscowymi specjałami czyli pierogami po słowacku jakimś plackiem. To było bardzo miłe. Zostawiliśmy na stole 20 euraków jako symboliczny gest i podziękowanie za poratowanie w tej niefortunnej dla nas sytuacji.
Potem spacer przez wieś, gdzie kluczowym obiektem jest oczywiście cerkiew
.
.
Można też znaleźć obiekty które jako żywo nadają się do forumowej galerii "bieszczadzkie monstra"
Gdyby jakiś fotografik wziął na warsztat te monstra to piękna galeria z tego by wyszła.
.
.
Nasze zainteresowanie wzbudziły też tabliczki umieszczone na domu ludowym
Możemy się z nich dużo dowiedzieć, po pierwsze że jesteśmy na Słowacji gdzie każda wieś ma swój herb. A tu plątają się niedźwiedzie i są przeganiane patelnią.
Dowiadujemy się też że w 1944 roku przegonieni zostali stąd faszyści i wieś Runina została wyzwolona
.
.
Idziemy w górę wsi. Gdy zabudowania się skończyły wchodzimy na widokowe polany które wkrótce zamieniają się w drogę ze skrzyżowaniem. Umieszczony na odwrotnej stronie słupka napis mówił że kilka minut dalej są " trzy kapliczki"
Te kilka minut to w przeliczeniu na polską miarę wychodzi klikanaście minut, ale rzeczywiście przy drodze (której na mapie nie ma) są tablice i strzałki w górę . Po schodach wspinamy się aby zobaczyć owe kapliczki, które mają nowy, solidny wystrój, a każda ma zwieńczenie kopułą.
Takie materialistyczne pytanie mi się skojarzyło : wykończenie tych źródeł kapliczkami na takim poziomie to spory koszt, a jesteśmy na obrzeżach krańcowej wsi słowackiej i nie jest to znane miejsce kultu, więc nie jest tak źle, jeśli udało się na to wszystko znaleźć kasę. Dodam jeszcze na na sąsiedniej polance śródleśnej, piękna nowa kaplica się wznosi.
.
.
W tym kontekście patrzę na podobne miejsca po polskiej stronie






Odpowiedz z cytatem