tak tak, jak najbardziej Poprosimy.
tak tak, jak najbardziej Poprosimy.
Leśny cz. 3
W piątkowy wieczór kiedy już po prysznicu leżał na swoim łóżku i czytał książkę ktoś zapukał do drzwi.
- Wchodźcie, gospodarzu, wchodźcie.
- To nie gospodarz, to ja Nel.
- O rany, witam serdecznie nauczycielkę. Co też się stało? Farba odpadła?
- Nie. Nie odpadła. Chciałam o coś zapytać.
- Zapytać? No proszę. czego się napijesz? Herbaty, kawy?
- Przyniosłam coś. Mam tu nalewkę od swojej gospodyni. Mówi, że krzepka.
- Nalewkę? Super. Siadaj proszę, tu mam szklaneczki. O co chciałaś spytać?
- Czemu na ciebie mówią Wojtek-szczęścienosi? Już to parę razy słyszałam. Czemu?
- A ty też mi potem na pytanie odpowiesz?
- A co to targ?
- No niech będzie, że targ. Coś za coś.
- Zobaczę, może odpowiem. Więc czemu?
- To Machura wymyślił. Mówi, że dawniej to każda wieś miała takiego co szczęście nosi. Tylko, że poznikali jakoś.
- Ale czemu? Kto to jest?
- To taka osoba dzięki której inni mają szczęście. Dziwne prawda? Machura to wymyślił bo jak pierwszy raz u nich byłem to dziewięć miesięcy później urodziła im się córka. A wcześniej jakoś im długo nie wychodziło. Potem jeszcze parę razy tu byłem i Machura mówi, że a to znowu się komuś dziecko urodziło, a to ktoś ozdrowiał, a to ktoś na swojej działce garnek ze złotymi monetami znalazł albo przestał pić. Sam nie wiem- na początku protestowałem, wydawało mi się, że to jakieś bluźnierstwo ale potem jakoś przestałem.
- A ta historia z Rórową?
- Ciotka Rórowa? No faktycznie to jakieś dziwne było. Kiedyś mnie Machura poprosił, żebym z nim pojechał do jakiejś jego ciotki. Potem się okazało, że ona wzrok traciła a lekarze już nic zrobić nie mogli. Posiedziałem tam, herbatę wypiłem, pogadaliśmy trochę i wróciliśmy.
- I co?
- Ano właśnie to, że Rórowej się ta choroba cofnęła. Ale przecież jej nawet nie dotknąłem! zaraz potem pojechałem do kumpla, żeby mi jakieś badania porobił. No, wiesz oprócz takich medycznych to jakieś prądy, biopola i takie tam. I nic- rozumiesz? Nic! Ale ludzie i tak swoje wiedzą.
- Ano wiedzą- powtórzyła cicho Nel i dolała po raz kolejny nalewki.
- Teraz mi powiedz, jakie szczęście chciałabyś żebym ci dał? Bo po to przyszłaś, prawda? Żebym i tobie szczęście przyniósł...
- Ja? Ja bym chciała.....- zamilkła na chwilę, wpatrując się w szklankę- zmień mnie! Zrób coś, żebym była inna, normalna!
- Boisz się prawda? Strasznie się boisz! Opowiedz mi czemu i czego.
- Opowiedzieć? Nie wiem czy umiem....Spróbuję...Musisz nalać do pełna, wtedy może się uda....
Odkąd pamiętam, w mojej rodzinie nie działo się dobrze. Choć bym nie wiem jak się starała, nie potrafię sobie przypomnieć ani jednego momentu, z którego można by wnioskować, że moja matka kocha tatę. Odnosiło się wrażenie, że wyszła za niego pchnięta jakąś tajemną siłą po to tylko, żeby mu na każdym kroku udowadniać, jaki jest beznadziejny, śmieszny, żałosny. Robiła wszystko żeby mu niszczyć życie.
Nas – dzieci traktowała nierówno: wobec mnie potrafiła wykrzesać jakieś ciepłe uczucia, za to z moim bratem obchodziła się okropnie.
Pamiętam różne awantury wszczynane przez matkę, w których nie wiadomo, o co chodziło, ale zawsze były skierowane przeciwko tacie. A tato – wzór cierpliwości, miłości... bardzo nas kochał i robił wszystko, żeby było dobrze. Wtedy często płakał. Mnie też w takich chwilach chciało się płakać, ale się powstrzymywałam – bałam się przyznać do tego, że to on ma rację i że jest krzywdzony niesłusznie. Za taką postawę matka by mnie zbiła. Już od najmłodszych lat wiedziałam, co to ścisk w żołądku, drżenie rąk, niepokój. Wiesz jak potrafi boleć ze strachu brzuch? Na początku nie rozumiałam tego wszystkiego do końca ale wyczuwałam doskonale co jest dobre a co złe.
Mimo, że matka chciała w nas zaszczepić nienawiść do taty, nie udawało jej się to.
W pewnym momencie tato doprowadzony do granic wytrzymałości postanowił, że się wyprowadzi. Przez ten czas odwiedzał nas w szkole, do domu matka go nie wpuszczała. Widząc, w jakim jesteśmy stanie wrócił po miesiącu. Za ten powrót jestem mu niesamowicie wdzięczna, mógł sobie przecież ułożyć życie na nowo.
Ten miesiąc był najdłuższym miesiącem w moim życiu, a już szczególnie okropny był dla Piotrka. Mój brat, pozbawiony jedynej osoby, która mogła go obronić, był bity dosłownie za wszystko, był głodzony, wręcz torturowany. Zaczął się moczyć w nocy. Mnie matka traktowała lepiej, ale tylko do czasu gdy kupiła sobie psa – wtedy wszystkie resztki ciepłych uczuć podarowała właśnie jemu. Rozumiesz? Psu!!!
Gdy tato wrócił, zamieszkał z bratem w jednym z pokojów, ja niestety pozostałam pod opieką matki, ona tak chciała i zajmowałyśmy drugi pokój. Były więc jakby dwa mieszkania w jednym. Miałam zakaz kontaktowania się z tatą i Piotrkiem, jeśli zostałam przyłapana na rozmowie byłam karana. Matka niesamowite serce okazywała jedynie pieskowi. Często budziła mnie w środku nocy i kazała iść z nim na spacer. Pies mógł mnie nawet bezkarnie gryźć. W tamtym okresie byłam chronicznie niewyspana, mogłam zasnąć o każdej porze i w każdej pozycji. Matka nie dawała mi czasu na naukę, a jednocześnie karała mnie za każdą ocenę niższą niż 5. Żyłam w wiecznym stresie, nigdy nie wiedziałam, kiedy i co się matce nie spodoba i kiedy znów będę bita. Nie miałam czasu na żadne zainteresowania, nie miałam przyjaciół. Gdy zbyt wolno wracałam ze szkoły, byłam od razu podejrzewana, że rozmawiam w szkole z Piotrkiem, co oczywiście było zakazane.
Gdy matka zaczęła pracować i wychodziła z domu, mogłam w wielkiej konspiracji i czujności porozmawiać z tatą. W trakcie tych rozmów dojrzewała we mnie powoli decyzja, żeby uwolnić się jakoś od matki, uciec. Byłam coraz starsza i coraz mniej odporna na to wszystko, co się dzieje. Wiedziałam, że jeśli nic się nie zmieni to albo zwariuję, albo ucieknę z domu, albo się zabiję. Na to ostatnie miałam już nawet plan. No i któregoś dnia, jakoś tak spontanicznie, po rozmowie z tatą, pod nieobecność matki spakowałam się i wyjechałam do babci, mamy taty. Byłam tam przez całe wakacje, dzięki czemu matka mogła ochłonąć zanim wróciłam i zamieszkałam z tatą. Dla niej to co zrobiłam było przejawem niesamowitej niewdzięczności – przecież była dla mnie taka dobra... Od tego momentu nienawidzi mnie przeokropnie.
Powrót po wakacjach był bardzo trudny. Tato zamontował zamek w drzwiach do naszego pokoju, bo matka, groziła mi, że mnie zabije. I wierzyłam, że jest do tego zdolna. W tamtym okresie wychodziłam z domu równocześnie z tatą a wracałam dopiero wtedy, gdy on wracał z pracy. Bałam się poruszać po mieszkaniu. Zza ściany słychać było ciągle klątwy, ubliżanie... pewnie jest tak do dziś. Musiałam włożyć ogromny wysiłek, żeby zbudować jakieś relacje z bratem – przez te lata rozłąki stał się dla mnie obcy, poza tym miał w pamięci jeszcze to, że zawsze był traktowany gorzej niż ja. Chyba do tej pory to wszystko ma jakiś wpływ na nasze relacje.
Po szkole wyjechałam na studia, koleżanki zawsze się dziwiły, że nie jeżdżę do domu. Wymyślałam takie różne kłamstwa, byleby tylko uchodzić za normalną. Po studiach znalazłam pracę. Jak najdalej od domu, od wspomnień, od siebie....
Czasami staram się zrozumieć moją matkę, bo przecież nie ma ludzi do końca złych. Wiem, że miała trudne dzieciństwo, wcześnie straciła rodziców. Jednak ciężko mi pojąć, dlaczego tak bardzo nas nienawidzi, tak za nic, bez powodu...
Przez ten czas poza domem pokleiłam jakoś swoją osobę, tylko tak się boję, że jak kogoś poznam to stanę się taka sama jak moja matka. Tak się boję, że znienawidzę cały świat i siebie. Tak się boję.......
Zrobiło się cicho. Wojtek nic nie mówił. Czekał aż oddech Anieli stał się równy. Podniósł ją jak piórko, zaniósł na łóżko. Rozebrał delikatnie i przykrył. Pogasił światła i siadł na schodkach. Potrząsnął butelką, a ta miło zabulgotała w odpowiedzi. Ta odpowiedź była mu bardzo potrzebna. Siedział tak gapiąc się w niebo i popijając nalewkę. Kiedy się skończyła rozebrał się i położył obok Anieli. W nocy czuł jak parę razy się do niego przytulała. Kiedy się rano obudził już jej nie było.
cdn...
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)