DZIEŃ 4
29 kwietnia - wtorek
Budzę się wcześnie rano, mrzawka, mglisto, nisko wiszące chmury. Każda pogoda jest dobra więc pakuję graty i zanim turyści z namiotu obok wstali ja już jestem w drodze. Wspinam się na odnogę Wysokiego Działu, a konkretnie odnogę Jawornego.
Im wyżej tym mniej widać. Tak od wysokości ok 850m las jeszcze bez liści.
Wysoko mało widać, ale gdzieś tam przez mgłę jest jakby jaśniej więc jest szansa na słońce.
Grzbiet Jawornego ze skałkami...
Wychodzi słoneczko...
Mijany czubek Patryji...
Za Patryją spotykam dwójkę turystów plecakowych, jednym z nich jest pani z którą jechałem busem w góry. Jakieś małe te Bieszczady...
Czasami oprócz lasu są polanki...
Widoczek na sąsiednie pasmo Hyrlatej...
I tak idąc sobie przez las ok południa dochodzę do Cisnej. Pierogi ruskie, kilka piw i trochę błogiego lenistwa stawiają mnie na nogi. Nie chcę spać w Cisnej więc plecak na grzbiet i zdobywam kolejną górę. Kierunek Jasło. Wdrapuję się się "pod prąd". Turyści schodzą do Cisnej a ja przeciwnie. "Cześć, dzień dobry" do znudzenia. W końcu sznurek ludzi się skończył, a ja docieram pod Małe Jasło.
Jeszcze chwila i oglądam widoki z Małego Jasła.
Widoczek w drugą stronę, w stronę połonin.
Starczy marszu na dzisiaj. Rozbijam namiocik na skraju lasu z widokiem na łopiennik.
Wieczorny gość...
Ostatnie promienie słońca...
Czas do śpiwora...
Tego dnia podobno przeszedłem około 20km w poziomie, do tego 1200m w pionie do góry i niecałe 800m w dół.
![]()
















Odpowiedz z cytatem