DZIEŃ 6
1 maja - czwartek
Jak zwykle wcześnie rano jestem już w trasie. Ciągle lasem, mijam drzewka które nie mogą się zdecydować jak rosnąć.
Pierwsze widoki na Rawki.
Docieram na Kamienną...
Otwierają się widoki na Ukrainę. Widoczność kiepska. Eh gdyby dało się tak pójść prosto i pojutrze siedzieć na Równej czy Ostrej Horze...
Się rozmarzyłem.
Przed Kremenarosem napotykam tajemniczy kontener po słowackiej stronie...
Dochodząc do Kremenarosa przygotowuję się mentalnie na fale turystów z którą wkrótce się zderzę. 1 maja i ładna pogoda, masz to jak w banku... Na szczycie spotykam pierwszych ludzi.
Trochę lat upłynęło kiedy byłem tu ostatni raz i przechodziłem cały szlak graniczny. W 98r słupek wyglądał nieco inaczej
Przede mną Rawka.
Zaczynają się moje ukochane barierki, płotki i inne duperele...
Na Rawce jeszcze spokój, tylko z 10 osób. Wczesna pora.
Widok za plecami...
Zanim doszedłem do Małej Rawki niestety liczba turystów mocno wzrosła. Znowu idę pod prąd ciągle się witając i słuchając grających komórek. Takich gór nie lubię...
Widoki z Działu...
W całej tej ciżbie mijam kilku plecakowiczów, co mnie cieszy.
Wiosenne barwy...
Dotarłem w końcu do Wetliny. Po południu rozbijam namiot na polu namiotowym, udaje mi się nawet rozbić nieco na uboczu wśród tych wszystkich samochodów i grilli. Mocze nogi w potoku, popijam piwko, całkiem przyjemnie...
Nawet szybko usnąłem pomimo śpiewów, gitar i innych atrakcji. Zmęczenie i piwo robi swoje...
Następnego dnia wracam do domu. W tym miejscu powinienem zakończyć relację ale...
Za mną ponad 19 km, do tego pod górę 730m i w dół 1000m.
DZIEŃ 7
2 maja - piątek
Ja i sporo innych osób nie doczekało się na autobus. Ktoś zadzwonił na informację do Arrivy (jedyne 2 zł/min), okazuję się że dzisiaj według przewoźnika jest dzień świąteczny. Przystankową grupą załadowaliśmy się do busa i dojechaliśmy do Cisnej. W Cisnej na przystanku gadamy z kolejnymi szczęśliwymi z okazji braku autobusów. Osoby z ciśnieniem na powrót łapią stopa, ja się wyluzowałem. Nic mnie nie goni. Spędziłem trochę czasu coś tam jedząc i popijając i po południu idę się zaszyć gdzieś w fajnym miejscu na nocleg. Nie ma to jak cisza i spokój w lesie.
Późnym popołudniem zaczyna się koncert burzowy. Pada do rana. Następnego dnia autobus już się pojawia i docieram do domu.
Podsumowując przeszedłem około 100km, do tego przewyższenia do góry ~ 4,4km, w dół ~4,1km.
KONIEC




















Odpowiedz z cytatem