Tereny, o których piszę nie są popularne wśród turystów. Dla leniwych oraz dla tych, którzy zapomnieli, gdzie położyli mapę, a nie znają jej jeszcze na pamięć:


Droga leśna z Kamiennego prowadzi dalej do Bukowska przez Nędze albo w stronę Morochowa przez Dziady. Wybrałem Dziady. Widok z Dziadów jest piękny, może tylko trochę za dużo wiatraków. Gdzieś nad Rymanowem już leje.


Tuż obok Dziadów jest góra Kuty z widocznym z daleka masztem


Skończyły się piękne polany i suche drogi


Zamiast brodzić po błocie, zdecydowałem się omijać drogę lasem. Pod względem błotności poprawiło się, pojawiły się natomiast nieprzyjemne dla rowerzysty przeszkody.


W takim przypadku piechur z plecakiem „kicnie” sobie górą. A biedny „biker” musi wykonać wysoki objazd górą albo głęboki objazd dołem.


Jak widać na mapce, zjechałem do Zawadki Morochowskiej. Od widocznego na mapce rozgałęzienia dróg do cmentarza i cerkwiska prowadzi droga w lewo. Aby dojść do cerkwiska, trzeba mocno wierzyć, że taka droga istnieje i konsekwentnie dążyć w pokazanym na mapie kierunku. O tej porze roku drogę wyznaczały ledwie widoczne wgniecenia trawy przez koła jakiegoś pojazdu terenowego. Po przejściu przez niewielki garbik ukazała się dolina potoku Matorga a za nią pomnik na cmentarzu.


Schowałem rower w krzakach i poszedłem pieszo w stronę widocznego na przeciwległym zboczu doliny pomnika. Po przejściu przez potok drogę zagrodziło mi wysokie ogrodzenie druciane, była w nim jednak przyparta drągiem bramka. Po dojściu w pobliże cmentarza okazało się, że to wszedłem za teren otoczony ze wszystkich stron siatką i wejścia na cmentarz stąd nie ma. A może gdzieś jest, tylko jak go znaleźć? Siatka była wysoka na ponad 2 metry i nienadająca się do wspinania się po niej. Ale oprócz przechodzenia górą, można jeszcze przepełznąć dołem.


Pomnik i cmentarz w Zawadce Morochowskiej


Cmentarz ogrodzony jest tak grubym łańcuchem, jakiego jeszcze nie widziałem.


Zawadka była ostatnim kamieniem milowym podczas mojego rowerowego powrotu. W Mokrem wjeżdżam już na asfalty i tak będzie do końca. Ostatnią miejscowością, przez jaką przejeżdżałem, był Poraż.


O tej wsi krążą liczne dowcipy, przeważnie bardzo głupie. Bohaterem większości z nich jest sołtys. Dowcipy są typu następującego:
Dlaczego sołtys w Porażu postawił latarnię przed domem? Żeby córka miała blisko do pracy.
Dlaczego w Porażu nikt nie ogląda meczów w telewizji? Bo sołtys kupił zasłony.

Odpowiedź na pytanie z drugiego dowcipu mogłaby również brzmieć: Bo wolą oglądać na żywo mecze Juventusa.


Dowcipy, jak to dowcipy, zazwyczaj są zmyślone. Autentyczny jest natomiast zamek w Porażu, zbudowany w 1928 roku przez Adama Gubrynowicza, zwany ostatnim zamkiem w Rzeczypospolitej.


Zagórz, pętelka się zamyka. Tutaj rower zostaje rozjuczony


I z tego parkingu odjeżdżam – już samochodem – na północ.