Spotkań nigdy dosyć. Przyjechała na pole rodzinka. Z dziećmi. Wysiedli, obeszli pole dookoła i gdy wydawało nam się, że już już zagoszczą na dłużej...
zapakowali się z powrotem do auta i odjeżdżają. Pytam, dlaczego? Jest tak pięknie. Widzieliśmy żmiję podła odpowiedź, która miała tłumaczyć wszystko.
Cóż, łono przyrody bywa ... groźne?
Potem przyszedł młody turysta. Pytam dokąd droga prowadzi? Zdjął plecak i opowiedział, że dzisiaj ma zamiar nocować za Łupkowem. Pora wydaje mi się jeszcze niezbyt późna, to mówię: może kawy, herbaty? Joanna dodaje: coś słodkiego? I pokazuje na pudełko z ciastkami. Na licu młodzieńca przez moment widać było walkę toczoną wewnątrz. Zło jak zwykle odniosło zwycięstwo i po chwili opowiadaliśmy sobie różne takie historie, bieszczadzkie też. Gdy w końcu ruszył w dalszą drogę, nie byłem pewien, czy dotrze przed zmrokiem do Łupkowa.
Cały nasz dość stacjonarny pobyt upływał pod znakiem spotkań.
Nie dość było pogaduszek na KIMB'ie.
Odwiedzili nas Bertrandowie. Znaczy Renatka z Bertrandem, a i Barnaba też się objawił.
Było: a pamiętasz, a byliśmy tu, a potem będziemy tam, a tam i tu to było, będzie...
Czyli jak zwykle nie mogliśmy przestać.


Odpowiedz z cytatem