Kolejny dzień i kolejne odwiedziny.
Rozpoczął Marcowy. Wyjechał rano z Łupkowa do Warszawy. A że po drodze (prawie po drodze, ale nie bądźmy drobiazgowi) do Warszawy leży Duszatyn, to postanowił, że wpadnie.
I wpadł. Kawa, herbata, coś słodkiego ... i zeszło do południa.
Tak miło rozpoczęty dzień musiał mieć swój znakomity CIĄG DALSZY.
Ciąg dalszy nastąpił w niedalekim Smolniku, gdzie zaprosili nas Stały Bywalec i Ojciec Prowadzący. Ugościli nas godnie. Przede wszystkim wysłuchali naszych opowieści. Co było bardzo miłe. Gdy znużenie opowieściami dało znać o sobie, a nie sposób mi przerwać gdy już zacznę, zaproponowali obiad. Nie mogłem odmówić. Domowy obiad przygotowany SPECJALNIE na tę okazję przez gospodynię agroturystyki. Bywalcze, wspiąłeś się na wyżyny gościnności organizując to wspaniałe spotkanie. Serdecznie dziękujemy.
Syci wrażeń, ruszyliśmy w drogę powrotną. PO DRODZE jest Radosne Szwejkowo. Grzechem byłoby nie odwiedzić Krysi. A że Kompania Smolnikowa zapragnęła sprawdzić okolice Łupkowa, pojechaliśmy we czwórkę. Kawa, herbata, coś słodkiego .... to się nigdy nie skończy. I bardzo dobrze. Czy zauważyliście, że ludzie którzy lobią z nami coś zjeść, coś wypić, to baaaardzo mili ludzie?


Odpowiedz z cytatem