Na kuchence gazowej ugotowałam makaron z serem, wspaniała była to uczta. Zwinąwszy się w śpiworze, przy świetle czołówki tradycyjnie przeglądnęłam na mapie trasę dnia minionego. Rano obudziłam się wyspana i dość połamana.
13.jpg
Minęłam kapliczkę znaną między innymi z Wina Truskawkowego. Na horyzoncie pięknie rysowała się góra, na którą jako pierwszą miałąm dziś wchodzić. Tak, jak pisałam wcześniej -stad wyglądała ona już całkiem blisko. Teraz tylko podejść pieszo ku niej, wejść na azymut i dalej już skoczyć na szlak graniczny ku Jasielowi. Plan wydaje się banalny, prawda?
14.jpg
Pogoda dopisywała. Zeszłam do Jaślisk. W sklepie zrobiłam małe zaopatrzenie. Pan w kolejce przede mną kupił los na lotka, ogłaszając, że jest kumulacja 30 mln. Kupiłam więc i ja myśląc - kto wie, może właśnie w moje urodziny los w Jaśliskach się do mnie uśmiechnie? Idąc dalej, po drodze uśmiechnęłam się do starszych pań, z którymi zamieniłam dwa słowa. Minęłam uroczą wioskę i za nią usiadłam, by sporzyć zakupione śniadanie.
15.jpg
Podreptałam wesoło dalej. Ujrzałam otwartą kapliczkę, zaglądnęłam, pomodliłam się i wpisałam do księgi z intencjami. Niektóre intencje wywołały u mnie uśmiech, inne skłoniły do refleksji. Ot taki refleksyjny dzień.
16.jpg 17.jpg 18.jpg
Udałam się do Lipowca i zaczęłam szukać ścieżki, jaką żartobliwie wyznaczył mi niejaki Bazyl. Chciałam tutaj wspomnieć, że dotychczas starałam się poruszać trasą zaplanowaną mi przez jegomościa. Zmieniłam jedynie miejsce noclegowe. Udałam się w jedną dróżkę, jednak nie wydawała mi się ona właściwą. Zostawiłam więc plecak i postanowiłam chwilę iść jeszcze drogą główną, by upewnić się czy oby dalej na pewno będzie ta, której szukam. Ścieżki nie znalazłam, jednak upewniłam się, że tamta oby na pewno nie jest tą, jaką miałam podążać. Cofnęłam się więc do plecaka i znów poszłam prosto. Za pomocą punktów orientacyjnych jakimi były krzyże przydrożne znałam dokładnie swoją lokalizację. Na mapie elegancka ścieżka ale gdzie do diabła jest ona w terenie? Około pół godziny zajęło mi to całe badanie właściwej drogi -gdyż grunt to znaleźć właściwą ścieżkę startową. Ta ma nawet dość wdzięczną nazwę, dlatego sądziłam, że będzie wyrazista. A gdzie tam! W końcu zdecydowałam się zejść z drogi ku polom. Ścieżka była właściwą, tylko jako taka trwała kilka metrów. Później oczywiście jej tor ciągnął się dalej, jednak z racji, że mamy początek lata -łąki mocno obrodziły i ścieżka nie była wcale szablonową ale przeprawą przez bujne pola, gdzie uważne oko wypatrzy tor ścieżki. Słońce mocno już rozlewało się po polach. Przeszedłszy w końcu łąkę zarządziłam małą przerwę. Jako, że teraz czekała mnie przeprawa przez las, nakremowałam się specyfikiem przeciwko kleszczom. Podczas tego wypadu moja trasa właściwie cały czas przebiegała przez miejsca bardzo kleszczopodatne. Dzięki dobremu preparatowi nie wbił mi się żaden, jednak pod koniec zarówno pierwszego jak i drugiego dnia dwa złapałam na gorącym uczynku. Raz jeszcze rzuciłam okiem w kierunku Jaślisk, dopatrzyłam się nawet swego miejsca noclegowego.
19.jpg
Komu w drogę temu w górę!


Odpowiedz z cytatem