Brusno (nie)istnienie w kamieniu
Z rowerem na Roztoczu Wschodnim

6/7 września 2014

http://wadera5.republika.pl/roztocze/roztocze.html

Zainspirowana lekturą książki pod redakcją Olgi Solarz pt. "Brusno (nie)istnienie w kamieniu" wyd. Stowarzyszenie Magurycz, postanowiłam czym prędzej nadrobić zaległości w znajomości praktycznej Roztocza Wschodniego. Na wycieczkę wybrałam się rowerem. Głównym celem było zobaczenie tutejszych starych cmentarzy, dlatego relacja ta będzie obfitowała w głównej mierze w zdjęcia.


Wbrew pozorom wycieczka ta była dosyć spontaniczna. Jeszcze do wieczora dnia poprzedzającego nie miałam żadnych planów, niespecjalnie też zaznajomiłam się z mapą okolic. Wydrukowałam orientacyjny słowny plan trasy, jaki polecił mi kolega, jednak zaznajomiłam się z nim dopiero w pociągu. Pobudka o 3:40. O mało nie zrezygnowałam z tych mglistych planów kusząca przyjemnym snem. Jednak wzięłam się w garść, wiedząc, że gdybym została, to nad ranem żałowałabym tej decyzji. O 4:40 siedziałam już w pociągu do Jarosławia. W Jarosławiu przesiadka. 2 godziny przerwy można było przeznaczyć na kontynuację snu w poczekalni na dworcu. O 7:22 szynobus do Horyńca Zdrój.


1.jpg

Na miejscu byłam już o 8:35.

2.jpg

Spojrzałam na mapę, wyjęłam kompas. Ruszyłam. Po chwili znalazłam się na szlaku rowerowym biegnącym na północny zachód. Wjechałam w las. Po dłuższej chwili wyjechałam na łąkę gdzie zgubiłam szlak. Jeździłam w kółko przyglądając się bacznie drzewom. Na próżno. Pojechałam "gdzieśtam". W zasadzie z jednej strony nie czułam się zobowiązana trzyma się usilnie szlaku, z drugiej zaś szkoda mi było przeoczyć kapliczkę która miała być niedaleko na szlaku. Po 20 minutach beztroskiej jazdy po lesie ku memu zdziwieniu dojechałam do szlaku. Wyjechałam wypisz wymaluj idealnie na wprost kapliczki, która po chwili ukazała się mym oczom. Wjechałam dokładnie pod kątem 90 stopni do szlaku. Oto i ona:

3.jpg

Droga zapowiadała się sielankowo, iście wakacyjna pogoda także dopisała -niemalże bezchmurne, lazurowe niebo.

4.jpg

Jednakże wjeżdżając na pola, ścieżka spowita była dużą ilością sypkiego piachu, co utrudniało jazdę, czasem wręcz uniemożliwiało tworząc efekt zapadania się w piachu. Nie chcąc walczyć z wiatrakami, usiadłam więc i pobawiłam się rozgrzanym piaskiem czując się jak małe dziecko na nadmorskiej plaży.

5.jpg 6.jpg 7.jpg

Ruszyłam dalej do wsi Podemszczyzna. Minełam kapliczkę. Ścieżka momentami była przyjemnie zarośnięta aczkolwiek dobrze przejezdna.

8.jpg 9.jpg 10.jpg