Rano wyruszyłam na autostop. Dosłownie co drugie auto jechało z rowerami. Bardzo ciężko się łapało. Długo stałam, upał od samego rana. Do Tylawy trafiłam bardzo miłym stopem. W Tylawie najgorzej, stałam ok 45 minut. Lampa. W końcu zatrzymał mi się człowiek z... Mołdawi. "Gawarisz pa ruski?" -zapytał. Odpowiedziałam, że nie. Próbowaliśmy dogadać się po polsko - rusko -mołdawsku . Nienajlepiej to szło. Minęłam Barwinek. Wysiadłam na granicy państwa.
5.jpg
Udałam się w kierunku wschodnim na szlak graniczny ze Słowacją. W okolicy Przełęczy Dukielskiej różne pomniki, działa, wieża widokowa:
6.jpg 7.jpg 8.jpg 9.jpg 10.jpg
Wędrówka mijała bardzo przyjemnie. Wstępny plan zakładał przejście do Lipowca i dalej do Chatki w Zyndranowej. Jednak widząc ten kierunkowskaz zastanowiłam się czy nie lepiej by mi było udać się na Kremenaros?
11.jpg
Szlak prowadzący lasem, rzadko można było iść otwartym terenem takim jak ten:
12.jpg 13.jpg
Upał ogromny. Dzień kulminacji upadłów z ostatnich dni. Żal mi było ludzi spędzających ten czas w mieście. W lesie chłodniej. Na upały polecam las. Minęłam trop niedźwiedzia. Minęłam też turystów. Pewnie owa dwójka turystów doszła do szlaku od Czeremchy a może od Zyndranowej? Minęłam ich. Później tylko raz pojawili się w zasięgu wzroku ale przyspieszyłam tempa. Około pół godziny do końca szlaku granicznego jaki wyznaczyłam czyli do Przełęczy nad Czeremchą zgubiłam szlak. Drzewo było tak przewalone, że trzeba było je obejść dużym łukiem. Po drugiej stronie nie znalazłam szlaku ale niespecjalnie mnie to zmartwiło. Nagle posłyszałam straszne grzmoty. Trawersując tak grzbiet graniczny po 10 minutach doszłam do szlaku. Grzmoty nieustępowały.


Odpowiedz z cytatem