Szło się bardzo sympatycznie. Ścieżka wyrazista, momentami zakrzaczona, lub trzeba było obejść ją bokiem ze względu na przewalone drzewo, jednak zgubić się nie było sposobu. Bez problemu doszłam na gorę Garbki.

20.jpg

Poniżej jej, w zasadzie przy rozpoczęciu podchodzenia na Kamień, czyli zmierzaniu ku żółtemu szlaku, zaczęło pojawiać się wiele ścieżek, wiele rozjazdów. Tu już nie przejmowałam się tym, by trzymać się jakiejś konkretnej, w zasadzie ścieżki zmieniałam co chwilę w zależności od tego, która była bardziej przetarta. Szłam przecież ku górze, a to już znaczy dobrze, po lewej był wysoki jar, więc wiadomo, że nie nim droga. Byle do góry. Po jakiś 15 minutach dotarłam do żółtego szlaku. Stwierdziłam, że jestem godzinę przed planowanym czasem, a nie chciałam za szybko być na Jasielu, wymyśliłam sobie zadanie -znaleźć trzy zaznaczone na mapie kamieniołomy na górze Kamień. Idąc szlakiem po chwili znalazłam się przy pierwszym. Hurrra, jakie fajne skały. Zostawiłam plecak na górze i zeszłam na sam dół, przyglądając się prawie wszystkim większym kamieniom. Potem rozpoczęłam całkiem niezłą wspinaczkę, momentami nie była wcale taka łatwa. Zabawa w tym kamieniołomie zajęła mi pół godziny.

21.jpg 22.jpg 23.jpg

Już nawet nie sprawdzając mapy, zostawiając dalej plecak udałam się ku szczytowi i do kolejnego kamieniołomu. Na szczycie punkt papieżowy oraz całkiem niezła sterta kamieni.

24.jpg 25.jpg

Drugie miejsce kamieniołomu już mniej fajne niż poprzednio. Ogólnie rzecz biorąc, bardzo spodobała mi się ta górka. Spędziłam jednak na niej więcej niż planowaną godzinę. W zasadzie to trzy godziny, jednak ten fragment pominę. Dodam tylko, że przez ten czas zmęczyłam się bardzo -fizycznie także, nogi mi już odpadały, jednak zdecydowanie większe było zmęczenie psychiczne. Plan o dzisiejszym Jasielu dawno już poszedł w zapomnienie.