I tak nastał dzień następny...
Jak zawsze w Bieszczadach staje sie częścią otaczającego mnie świata i budzę się wraz z nim...myśli płyną wolno, te z szarej włóczki gdzieś odleciały daleko ....Po śniadaniu i kawie ruszamy w kierunku Duszatyna.
Nogi sztywne, nienawykłe na co dzień do takiego obuwia, jeszcze ciało zesztywniałe po podróży....jeszcze plecak coś mało kompatybilmy z pleckami...Kiedyś bywało lepiej, ale to było jakieś 10 kilo temu...wszystkim nam przybyło i nie ma co sobie wmawiać, że nasze oponki są przeca ratunkowe... dlatego obiecujemy sobie oszczędność w posiłkach...th_0girlcupcake.gif

Na drodze spotykamy pierwszych wędrowców....
IMG_1446.jpg

No tak , w Bieszczadach nie można się spieszyć jak mawia Pani Malina z Polańczyka więc zwalniamy też i my...
Wody Osławy wezbrane po ostatnich ulewach wartko suną przed siebie...
CameraZOOM-20140518101137301.jpg
Udajemy sie w stronę Jeziorek Duszatyńskich...dużo czasu zabiera nam pokonanie wszystkich potoków....brodzimy, skaczemy, szukamy płycizn....
IMG_1455.jpg
Wreszcie docieramy do celu....siedzimy jak dzieci z otwartymi buziami chłonąc ich przepiękną urodę.....
IMG_1460.jpg CameraZOOM-20140518135240788.jpg
Po posiłku i herbatce udajemy sie na Chryszczatą...
Jako najsłabsze ogniwo grupy snuję się na tyłach, dotykam, wącham, podziwiam....11788.gif
IMG_1447.jpg

Są też i moje paprocie rozwijające się jak z rolki....ich ponowny powrót do życia podziwiać będę już przez cały czas...

IMG_1456.jpg

No i dotarliśmy....

DSC_0064.jpg

Lenimy się długo...wygrzewamy na słonku...i wracamy...

Jeszcze tylko telefon do mamuni, która nie każe nam chodzić po górach "bo się poślizgniemy". Tłumaczenia, że jak ktoś ma pecha to i w drewnianym kościele cegła na głowę mu spadnie nie działają...Wieczorny meldunek, że jesteśmy cali i zdrowi będzie już codziennością...

Telefon milczy...wszyscy wiedzą że to "mój czas" i pozwalają mi się wylogować z życia na trochę....

Zmęczeni, zadowoleni, szczęśliwi wraz z zachodzącym słońcem idziemy spać.....