Szliśmy od dołu od parkingu z nami szła rodzinę w stronę potoku (kaskad) między nas a nimi pojawił się niedźwiedź i nas rozdzielił, my mieliśmy odciętą drogę ucieczki i biegliśmy w górę aż dobiegliśmy do tych kaskad gdzie spotkaliśmy dwóch turystów następnie udaliśmy się dalej w górę gdzie często lezą scięte drzewa czekające na załadunek, bo jakiejś godzinie odważyliśmy się wrócić i poszliśmy w dół tam gdzie są parkingi