tomas, wczoraj wspomniałem na Forum o strategi rozwoju Bieszczad i to tak będzie teraz wszystko się zmieniać wraz z postępującym czasem . Dobrze pamiętasz, też napisałem o zachowaniu obrazów w pamięci (mózgu!) lub na kliszach(!!!) aparatów... obraz realny się zmienia. Mój "tam" pierwszy raz był gdzieś na początku lat dziewięćdziesiątych po trasie Terka-Żołobina- Schr. Jaworzec-Sine Wiry-Spisówka-Terka, nie spotkałem (pomijam schronisko) żadnego człowieka a był to lipiec. W Spisówce starszy pan w zielonym domku zrobił mi "zielone" placki ziemniaczane, wspomniałem o tym gdzieś w swoich opisach. Opisałem też jak stosunkowo niedawno odbyłem wędrówkę, taką swoistą retrospekcyjną, Dołzyca-przez Buk, już niestety piękną asfaltową drogą-Wspomniany wyżej parking-Sine Wiry-Łuh-Kalnica. Masz rację na etapie parking - Wiry to istne Krupówki, po drodze pokazywano mnie jak wygląda prawdziwy turysta. Ot zmiana czasów i takich czasów dożyliśmy!!!
Niedźwiedź ma bardzo dobry węch i zazwyczaj ma swoje stałe trasy, zawsze znajdzie sobie moment przejścia w "luce" pomiędzy idącymi ludźmi. Ale gdy ci ludzie idą... idą... idą... to w pewnym momencie się wq..i i ryknie albo wyjdzie postraszyć by wiedzieli kto tu q..a rządzi, można zawsze trochę poczekać, ale no bez przesady. O tej "luce" jestem przekonany bo sam tego doświadczyłem gdy zrobiłem sobie spacerek do chatki na zakolu dydiowskim, niedźwiedzie sobie łaziły co było widać i czuć(!!!) czasami sekundy przede mną. Była pełna symbioza między mną a misiami, ja dawałem dyskretnie znać, że idę a one też dyskretnie, że są bardzo, bardzo, bardzo blisko. Opisałem to też zresztą. Spotkanie, takie "niespodziewane" może być takie jak to wyżej opisałem lub takie jak mi się przydarzyło (a było to bardzo bliskie spotkanie), przy sprzyjających warunkach atmosferyczno-geograficznych. Trzeba wtedy opanować strach i robić wszystko z regułami na takie momenty.


Odpowiedz z cytatem