>Może jednak się złamiesz i coś jeszcze napiszesz?

Obawiam się, że na ten temat wystarczająco dużo zostało juz powiedziane i wszyskie opinie sa cenne, concensus natomiast mało realny, więc nie warto kruszyc dalej kopii.

>Może warunkiem wstępnym jest przywrócenie kursowania kolejki?

Może i cos w tym jest, jednak to niemozliwe, przynajmniej jeszcze przez długie lata. Zbyt wiele koszowałoby utrzymanie tak długiego odcinka i przywrócenie go do stanu normalności po tak długiej przerwie.

>
>Nie wiem dlaczego zakazy i nakazy w PN uważasz za słuszne i
>zbawienne (przynajmniej tak mi się wydaje), a gdzie indziej za coś złego?
>

No nie jest tak. Regulamin BdPN (a więc głównie zakazy i nakazy) przyjmuję jako obowiązujący i nie polemizuję z jego zasadnością. Jest jaki jest, mądrzejsze głowy nad nim pracowały, nie mnie go kwestionować. Nie ma znaczenia czy uważam go za słuszny czy nie - przyjmuję go jako obowiązujący akt prawny. Park to Park, trzeba go chronic - ale to nie znaczy, że zaraz całe Bieszczady mają stać się Parkiem.

>Przecież jeśli np. jest kolejka (nie ta na Jasło, tylko ta, z którą "lepiej było >wtedy"), to musi powstać ileś zakazów i nakazów, żeby mogła funkcjonować bez >strat w ludziach i pozostałej przyrodzie ożywionej i nieożywionej. Czy to coś >nienormalnego?
>

I tak i nie. Zalezy od natężenia ruchu. Przykład: wtedy w dolinie Osławy był większy ruch turystyczny, a nie było zakazów - wszystko funkcjonowało bez wiekszych "strat w ludziach i pozostałej przyrodzie ożywionej i nieożywionej". Dziś w tym rejonie byłoby podobnie, może (na pewno) ruch byłby większy, ale nie aż tak duży, aby trzeba było go ograniczać sztucznie - a więc moim zdaniem mogłoby to funkcjonować na starych zasadach bez strat. Ten (i podobne) rejony, jako mniej atrakcyjne zawsze będą mniej licznie odwiedzane. Turyści przyzwyczaili sie tam do szlaku, drogi, a dawniej do spaceru torem kolejki - nie ma co zadeptać. Przykład II: Na Połoninie Wetlińskiej zawsze był bardzo duzy ruch (największy?). Jeśli pamietasz okres z przed poszerzenia Parku, a więc gdy w tym rejonie obejmował on tylko górne partie Połoniny Wetlińskiej i Caryńskiej, to Wiesz że zanim się dotarło do granic Parku można było wchodzić na Połoninę w zasadzie z każdej strony - na przełaj. Chyba nie muszę mówić co by było dziś, gdyby Park nie został poszerzony, a co za tym idzie nie zostałyby wprowadzone ograniczenia w poruszaniu się.

>Nie wiem, jakie liczby przyjąłeś do tego rachunku? Ale gdyby ten rachunek >odwrócić, to ile szlaku przyznałbyś koniom "po sprawiedliwości"? Jeden metr, czy >aż półtora metra?

Rachunek jest oczywiście żartobliwy i wziety z księzyca - kontekst poprzedniej wypowiedzi był inny - chodziło o to, że w czasie gdy oddano tyle szlaków konnych, nie przybyło szlaków pieszych i rowerowych (rowerowych nieco przybyło - ale to kropla w morzu), szczególnie tych drugich, bo akurat ta forma turystyki rozwija się chyba obecnie najlepiej. W efekcie rowerzyści nie maja gdzie jeździć (w Parku), lub nie wiedzą gdzie mają jeździć - parę dni temu prasa pisała jak "cyklista" poleciał na "pysk" zjeżdzając z P.Orłowicza w stronę Suchych Rzek. Co on tam robił na rowerze nie napisali...

>
>Chyba jednak nie lubisz koni. Pocieszam się, że to tylko dlatego, iż nie znasz >tych szlachetnych zwierząt (tak jak niektórzy nie lubią szpinaku, bo nigdy nie jedli >dobrze przyrządzonego).
>

Eee tam - o czym my gadamy, o szlakach konnych czy o tym czy ja lubie konie? Mój stosunek do koni nie ma nic dorzeczy, ale akurat jesteś w błędzie - ponieważ jest pozytywny. Zresztą ilekroć jestem w B i mam trochę czasu, to nie odmawiam sobie krótkiej przejażdzki na miare oczywiście moich mozliwości.
Jeśli nie podzielam zdania, że szlaki powinny byc wspólne, to głównie dlatego, że nie mam zaufania do jeźdźców, a nie że nie lubie koni. Po szlakach porusza się duzo ludzi, dzieci, psy. Umiejętności poruszających się konno są bardzo rózne - widuje się takich "dzokejów" że głowa boli ;-) Dlatego jestem przekonany że w skrajnej sytuacji, przeciętny jeździec z koniem sobie nie poradzi, koń którego wystraszy pies, czy cokolwiek innego stanie się dla niego nieobliczalny i nie zapanuje on nad nim - nigdy nie przewidzi co koniowi strzeli do łba. To rodzi zagrożenie dla innych i stąd moje obawy. Tyle, że podobnie jest z właścicielami psów - będzie ci mówił że pies jest łagodny, ułozony, itp, itd i za cholere go nie przekonasz. Dopiero jak taki pies kogoś "dziabnie", właściciel łapie się za głowe. Ale zawsze po fakcie.
Ale jak już przy koniach jestesmy, to mam całkiem powazne pytanie do fachowca. Gdzie nie pojadę, zawsze spotykam się z klasycznym stylem jazdy, ktory wiąże się z całym "rytuałem" (drazni mnie) , jeczeniem że złe buty, złe spodnie, za nisko o 2,5cm trzymane wodze, itp, itd Dlaczego styl "westernowy", ktory jest bardziej przyjazny i dla konia i dla jeźdźca jest tak mało popularny? Siodło na którym łatwiej się utrzymac, szerokie strzemiona, zbędne bryczesy, itp, proste ogłowie które nie powoduje że koń ma zaraz pianę na pysku. Czy to jest cos gorszego czy jak? :)