Coshoo, Don Enrico - nie ma co czekać na ukłucia, tylko trzeba się pakować i jechać! Wyprzedzając nieco fakty, dla wahających się - Karpaty jak to Karpaty - cały czas są piękne i urzekające, jest spokojnie, na szlaku odgłosów dalekiego konfliktu nie odczuwa się oczywiście zupełnie. Po drodze w góry wyczuwa się natomiast nieco więcej powagi i nawet jakby patriotycznego uniesienia - np. w busach zamiast zwyczajowych piosenek typu "Biełyje Rozy" puszczają raczej muzykę w stylu "kozacko-patriotycznym", widuje się często flagi ukraińskie z czarnym kirem, ale także flagi ukraińskie wraz z unijnymi. Turystów polskich, poza wspomnianym p. Leszkiem nie widzieliśmy żadnych, natomiast ukraińskich - przynajmniej na głównym grzbiecie Czarnohory - całe mnóstwo, pozdrawiających się oprócz zwyczajowego "Dobry Dien", także "Sława Ukrainie!".
Jednym słowem - jeśli ktoś się jeszcze waha - to zachęcam - obawiać się nie ma czego bardziej niż zwykle, a być może właśnie w tym momencie ukraińskiej historii warto się tam pojawić chociażby po to, żeby zademonstrować, iż nie odwracamy się od naszego wschodniego sąsiada mimo napływających zewsząd niepokojących wieści. Ukraińskie Karpaty leżą grubo ponad tysiąc kilometrów od Donbasu i życie tu toczy się swoim zwykłym, spokojnym rytmem.