Po drodze, na kolejnych mijanych połoninach wypasają się stada krów, koni i owiec. Jedna z krówek zaprzyjaźniła się z Markiem:
SDC11858.jpg
Zapasy wody uzupełniamy ponownie na Połoninie Szczawnik:
SDC11866.jpg
Dalej ruszamy nie głównym grzbietem, lecz biegnącym równolegle po stronie wschodniej trawersem. Około kilometra za Połoniną Szczawnik napotykamy na spore źródełko zaopatrzone dodatkowo w korytko-poidło dla zwierząt:
SDC11872.jpg
Kawałek nad położonym w lesie źródełkiem zaczyna się kolejna połonina z pięknym widokiem na Pop Iwana:

SDC11890.jpg
Postanawiamy więc tu właśnie rozbić się na noc. Wieczór jest cichy i piękny, długo nie kładziemy się spać ucztując i popijając horiłkę w "salonie", jak to nazwała Ala, pod rozłożystym świerkiem:
SDC11874.jpg
Następnego dnia (20.06) poranek jest ciepły i słoneczny. Wkrótce po naszym przebudzeniu na połoninę nadciągają krówki,
jedna z nich chętnie daje się głaskać Markowi:
SDC11888.jpg
Około 9.30 ruszamy trawersując połoninę w kierunku grzbietu i naszego szlaku. Po osiągnięciu przełęczy Szybeńskiej ścieżka stromo wspina się w kierunku Pop Iwana. Wkrótce osiągamy Waskul (1730 m npm) gdzie pogoda psuje się i zaczyna padać, najpierw deszcz, który po chwili przechodzi w grad. Opad wkrótce ustaje, za to pojawiają się groźne pomruki zwiastujące nadciągająca burzę. Postanawiamy więc przeczekać w kosówce:
SDC11905.jpg
Wkrótce mija nas schodząca z Popa dwójka turystów. Kiedy zagaduję, skąd są, dziewczyna odpowiada, że z Francji. Mówi jednak po rosyjsku, nie podtrzymuje konwersacji i dość szybko oddala się wraz ze swoim współwędrowcem. Po chwili zastanowienia dochodzimy do wniosku, że para przybyła prawdopodobnie ze wschodniej Ukrainy i profilaktycznie woli się nie afiszować ze swoim pochodzeniem...


Czekamy dobrą godzinę, aż grzmoty przestaną dochodzić i mozolnie wspinamy się na szczyt Popa:
SDC11915.jpg

Na wierzchołku wieje i jest zimno, chronimy się więc w zdewastowanym budynku obserwatorium i robimy sobie gorącą herbatę. W międzyczasie zaczyna padać - postanawiamy czekać. Tymczasem rozpadało się na dobre i trzeba podjąć jakąś decyzję. Dochodzi godzina 15, naradzamy się więc, czy rozbijamy się "na kwadracie" czyli w ruinach przedwojennego schroniska AZS pod Smotrecem około godzinki drogi od Popa, czy może schodzimy na dół do Chatki u Kuby, czy też kontynuujemy marsz w deszczu. Ostatecznie zwycięża trzecia opcja - dzień jest długi, więc lepiej wędrować, niż rozbijać się i marznąć w namiocie.

Schodzimy więc z Popa:
SDC11916.jpg
Wkrótce zawilgocony aparat fotograficzny odmawia posłuszeństwa, tak więc więcej zdjęć z tego dnia, jak i z biwaku nie będzie.

Początkowo intensywnie pada, kiedy przestaje, z dolin zaczyna się błyskawicznie podnosić inne zagrożenie - mgła. Na szczęście wiatr jest dość mocny i przegania te coraz to nowe chmurzydła. Końcówka dnia jest jednak posępna i monotonię wędrówki umilają tylko piękne widoki na olbrzymie pola różaneczników pokrywających o tej porze roku grzbiet Czarnohory ( na zdjęciu uchwycone jeszcze przed awarią aparatu):
SDC11917.jpg
Na nocleg postanawiamy zejść nad jezioro pod Gutin Tomnatykiem. Docieramy tam przemoczeni około 19.30 i podczas krótkiej przerwy w deszczu błyskawicznie rozbijamy namioty. Jarek gotuje jeszcze kolację, a ja przebieram się w suche rzeczy i już do rana nie wychylam głowy z namiotu...