Ja tam jestem w stanie zrozumieć, że ktoś może potrzebować sporadycznie na chwilę internetu w górach, tak jak to, że ktoś woli jechać "w Bieszczady" by posiedzieć nad Soliną. Może i sprawy zawodowe jako tako można próbować jakoś sobie zorganizować bez neta ale różne inne czynniki determinują ludzi, np. giełda. Jeżeli ktoś ma stracić kilkaset złotych w zamian za brak możliwości jednego, chwilowego spojrzenia w internet to bez sensu jak dla mnie. Ja raz tak miałam, podczas jednej mojej pięknej wędrówki opisanej w tym roku. Długo czekałam na jeden debiut giełdowy i okazało się, że będzie on miał prawdopodobnie miejsce, gdy będę w trasie z Łopiennika na Chryszczatą. Czy miałam z tego powodu odmówić sobie wędrówki? Gdyby debiut był taki jak obstawiali wszyscy, mogłabym stracić możliwość zarobienia ponad 300 zł (zależało mi na dniu debiutu). Więc bez sensu, dlatego chwilowo weszłam w internet (czego praktycznie nigdy nie robię w swoim telefonie). Dlatego jestem w stanie zrozumieć ludzi szukających dostępu do internetu w górach i pytających o taką opcję. Ale wszystko z umiarem...


Odpowiedz z cytatem