Pojawiła, bo już miałem ich dość. Pracują chłopaki chyba na warstwach i mapy generuja losowo z nich. Coś, co już było dobrze na mapie nagle jest źle oznaczone albo całkiem znika. A czasami ich fantazja ponosi - popatrz na Wernejówkę
Jeszcze jedno pytanie mam, jak już posta klepię. Poniżej wycinek mapy Chocenia z tablicy - na północ od wsi są oznaczone fortyfikacje polowe (cerkiew na dole wycinka)- z jakiego okresu pochodzą - WW, IIWŚ czy może UPA?
fretkę w Bieszczadach na szlaku widziałam ale królika i chomika jeszcze nie![]()
ale przecież zwierzęta kieszonkoweteż lubią wycieczki:
więc co im żałować.
(żeby nie było - to żaden kanapowiec tylko urodzony myśliwy choć niepozorny)
pozostając przy psim wątku w tym wątku - czy wędrując z psem nie obawiasz się o niego? na pewno akurat dla Twojego psa to wielka frajda taka całodzienna wyprawa ale czy nigdy nie miał spotkania z jakimiś zwierzętami w lesie? Jeśli nie prowadzisz go na smyczy to czy nie obawiasz się trochę właśnie takich spotkań? Do tej pory pamiętam, kiedy kilka lat temu w lesie wędrując z owczarkiem nagle i nie wiadomo skąd pojawiły się dziki w zaroślach (nie było wcześniej widać ani słychać żadnego przemieszczania więc chyba po prostu były w tych krzakach). Pies polazł w te krzaki i przez chwilę trwała taka kotłowanina, że nie wiadomo było co robić - jak pomóc skomlącemu psu, żeby przy tym jeszcze nikt z nas nie ucierpiał. Straszne uczucie niemocy. Pozostały tylko krzyki i wołanie do psa. Nie wiem co sprawiło (może te krzyki i dziecięce płacze), że te dziki zwiały do lasu a pies wyszedł z krzaków spokojnym krokiem, bez żadnego pisku - chyba był w jakimś szoku. Na pierwsze obejrzenie - oprócz powierzchownych lekkich ran - nic mu nie było. Później się okazało, że jednak go trochę poważniej poturbowały.
Idąc z psem do lasu - obojętnie czy z małym czy z dużym - trochę się obawiam spuścić go ze smyczy.
Ale psa masz przepięknego :)))
Dzięki za relację ze zdjęciami, jestem jeszcze w trakcie czytania! Zapisałam sobie kilka informacji na przyszłość! :) Dziś jest środa, zastanawiałam się wcześniej czy mam ochotę gdzieś skoczyć na ten weekend ale odczułam już lekki przesyt wszystkiego. Po przeczytaniu Twojej relacji już nie mogę doczekać się jutra, czyli czwartku, gdy siądę nad mapą i podumam :) Ale nie będą to Bieszczady. Więc w tych wszystkich relacjach najfajniejsze jest to, że są (nawzajem) siłą napędową, gdy człowiekowi już się niczego nie chce i zaczyna mieszczańsko myśleć "a może by zrobić to i to w domu", a tu masz ci los - kolejna relacja i znów myślami fruwasz po górkach... :)
Dlugi, zgadłeś, właśnie siedzę nad mapę Beskidu Niskiego ale na wschodnią część -graniczącą właśnie z Bieszczadami chwilowo nie mam ochoty i za daleko z dojazdem ;P
Nie widzę zdjęcia, możliwe, że to przez ograniczenia w pracy
A co do psa - jest to rasa myśliwska, jednak nie był układany w tym kierunku. Zresztą nie można mówić o jakimś jego ułożeniu, daliśmy go na szkolenie do pewnego behawiorysty, miał go ułożyć. Szkolenie skończyło się w połowie czasu - zabraliśmy go stamtąd bo wyglądał strasznie - zachudzony, brudny, kręgosłup w pałąk. Podobno tak jest do nas przywiązany, że nie chciał jeść. Tak więc ułożony nie jest, na moje wołanie reaguje ale nie natychmiast.
Wędrujemy razem już parę lat i tak jakoś strach przed grubszym zwierzem mi przechodzi (a mówią, że pies może ściągnąć na siebie i właściciela zwierza, który będzie bronił swego rewiru - z tego powodu raz tylko nie zabrałem go ze sobą, wtedy, gdy w okolicach Rymanowa pojawił się niedźwiedź). Mój pies bohaterem nie jest, często widzę, że nawet małe psy są w stanie go przegonić - może to trauma po tym, jak w Wołowcu napadły nas 3 owczarki? Obawiam się, aby nie przeganiał zwierzyny jak saren, jeleni ale okazuje się, że przeważnie albo ja wcześniej je zobaczę i psa przywołam albo one nas zobaczą i zdążą się oddalić zanim pies ich wyczuje.
Za to mocniej obawiam się żmij...
Mam nadzieję, że szczęście w tym zakresie dalej będzie Waszemu tandemowi sprzyjać :)) żeby nie wywołać (nomen omen) wilka z lasu, odpukuję w niemalowane i zaklinam - na psa urok! :))
rzeczywiście, to jest bardzo realne zagrożenie. Zwłaszcza dla małego psa. Zwłaszcza w Bieszczadach i BN. Ale podobno są takie szkolenia, które uczą psa zachowania kiedy zobaczy żmiję - zamiast "wsadzać nos" gdzie nie trzeba, trzyma się z daleka i sygnalizuje właścicielowi, że jest żmija. Gorzej jak gad zlokalizowany tak, że pies nadepnie nie wyczuwając niebezpieczeństwa. Unikam chodzenia w Bieszczadach po lesie i łąkach z psem luzem bo kosztuje mnie to za dużo strachu o psinę, chociaż pies uwielbia takie wędrówki. I nie znosi być noszony ale czasami musi dla dobra swojego. Chodzenie z jęczącym yorkiem na rękach - to chyba gorszy obciach niż sandały albo klapki
zdjęcie wstawiłam, ale coś chyba je wywiało. Więc teraz z rozpędu zdjęcia trzyi nie zagaduję więcej w psim temacie bo było Twoje pytanie o fortyfikacje, więc nie chcę zagadać.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)