Ślady właśnie poszły w lewo ale myślałem, że tam ciągnik zawrócił. Poszedłem przez chaszcze
Posługiwałem się wycinkiem Compass-u z 2011r, tam i cmentarz w Sukowatem i w Choceniu źle zaznaczony. Cerkwiska w Seredniem W. też nie było. Od czasu do czasu wyciągałem Ruthenusa z plecaka, ale to na postojach.
Jakby było głębiej podebrane to z chęcią bym się pod strumieniem położył
Pod tablicą stojącą koło cerkwiska dłuższy odpoczynek i przeglądnięcie mapy, aby przemyśleć pozostałą część trasy. Po wyjściu z lasu miałem przejść łąkami i wyjść na kościół w Serednem Wielkim. Jednak awersja do łąk nie ustąpiła, idę drogą do cerkwiska i znów chwilę spędzam z psem nad Choceńką. Całą wędrówkę targam również awaryjne picie dla niego, jednak do tej pory zawsze udaje mu się albo załapać na kałuże albo na jakieś strumyki, gdzie może się schłodzić. Przechodzimy bród na Kalniczce i wzdłuż niej idziemy drogą prowadzącą m.in. w kierunku wysypiska. W planach na dziś były również Pohary, lecz będą musiały poczekać na inną okoliczność - przecież nie uciekną.
Skręcamy w drogę leśną prowadzącą do Kulasznego, dobra nawierzchnia i otwarty szlaban sprawia, że co chwilę musimy schodzić na pobocze przed samochodami. Nie odstrasza ich nawet ostrzeżenie przed niedźwiedziami, a my nie liczymy na spotkanie z nimi - pewnie auta skutecznie ich odstraszyły. Drogą wychodzimy na przełączkę, nie widzę znaków szlaku niebieskiego ale tym się nie przejmuję, gdzieś przed Suliłą mam nadzieję na niego trafić a teraz odbijam w lewo. Szlak znalazł się po ok. 300m, widać, że nie jest zbyt popularny. Ruthenus straszy mnie, że oprócz podejścia pod Suliłę będę musiał również zdobyć Ostaszkę, na szczęście szlak już ją omija, nawet za bardzo nie widziałem jego starego przebiegu.
Podejście pod Suliłę mocne, sił już mało i mój towarzysz co chwilę musi zawracać, aby sprawdzić co ze mną. W końcu szczyt, następny odcinek wiedzie drogą, którą już rano pokonałem, ale muszę jeszcze raz nacieszyć oczy widokami. Kawałek po wyjściu z lasu zalegam na trawie i postanawiam przebimbać tu następna godzinkę. Pies dostaje jedzenie i awaryjne picie. Mimo parokrotnego napojania zmęczenie i mocno jeszcze grzejące słońce nie pozwala mu uciąć sobie dłuższej drzemki. Po pół godzinie postanawiam, że lepiej będzie, jeśli zakończymy tę trasę jak najszybciej.
Przejście połoninek, zejście pod cerkiew, gdzie znów spędzamy chwilę na uzupełnianiu płynów i pakujemy się w drogę powrotną.
Wracając przejechałem jeszcze przez jaśliski rynek, ale nie dane mi spotkać pewnych osób - a tak po cichu liczyłem na ten trzeci raz...![]()




Odpowiedz z cytatem