Problem z kleszczami jest coraz większy, tłumaczę go sobie zakazem wypalania łąk, bo jakoś nie pamiętam z dzieciństwa, aby z łażenia po polu przywlec jakiegokolwiek. Zawsze nas - dzieci - straszono, że kleszcze na leszczynach siedzą i w lesie leszczyny z daleka się omijało.
Teraz niestety jest gorzej, jakieś 2 lata temu po powrocie z psem ze spaceru o okolicznych łąkach zdjąłem z niego ponad 50 szt - to był wiosenny wysyp. Psa napuszczam pewnym środkiem, zastanawiam się, czy przez mój kontakt z psem w pewnym stopniu środek nie przeszedł też na mnie bo jakoś się mnie nie czepiają, ostatnio miałem jednego w zeszłym roku. Podczas ostatniej wędrówki myślałem, że workami kleszcze z siebie strząsnę...
Tyle, że ja mam lepszą sytuację - po przyjeździe do domu od razu kąpiel i dokładne przeglądnięcie się, czy aby jakiś gapowicz się do mnie nie przykleił, na parodniowych wedrówkach ciężko z tym...