Nie wiem jak teraz "wygląda" wiedza lekarzy na temat boreliozy w Poznaniu.
Mnie dopadł kleszcz w 2008 roku.
Nie wiem dokładnie kiedy ,musiałem go zdrapać. Powyżej kostki pojawiła się rana , trudno było ją zagoić "indiańskimi sposobami" Pojawił się rumień.
Z wiedzy zdobytej z popularnych tygodników i internetu wyglądało na typowy rumień wędrujący. Jednak wiedza lekarzy "ogólnych" do których się zgłosiłem w tym temacie była zerowa. Odwiedziłem też dwóch chirurgów (na Lutyckiej i Szwajcarskiej paznaniacy wiedzą o co loto) bo rana się nie goiła i z moich obserwacji wynikało ,że kleszcz zostawił w mojej nodze swój" ryj" Jednak dopiero na moje usilne żądanie trzeci chirurg zajrzał dokładnie do rany , naciął ją i wyjął "resztę" Antybiotyki oraz maść na ranę , rana się zagoiła.
Udałem się też na Zawady do zakaźnego aby zrobić badania metoda "ELISA" wynik ujemny (luty 2009) .
Czytając na temat boreliozy w necie dowiedziałem się ,że "ELISA" nie jest wiarygodna ( robiłem w ramach NFZ) . Wynik ujemny
W marcu udałem się na Mickiewicza w Poznaniu zrobić odpłatne badania :Oznaczenie DNA Borelia burgdorferi .
Kosztowało to wtedy chyba 250 zł Wynik wyszedł też ujemny
Nie wiem jak jest teraz z wiedzą lekarzy na temat boreliozy w Poznaniu . Z doświadczenia jedna wiem ,że w tym temacie lekarze ogólni poruszają się jak "dziecko we mgle" A tu potrzeba szybkiej reakcji .
A TO POLSKA WŁAŚNIE I "WSZYSTKIEMU WINNE SĄ PROCEDURY LUB ICH BRAK" I TO MNIE W TYM KRAJU WKURWIA .
Przepraszam za użycie słownictwa ministrów
Ten kraj to " ch.., dupa i kamieni kupa"
Czy jestem zdrowy teraz w 2014 roku . Nie wiem


Odpowiedz z cytatem