Strona 1 z 6 1 2 3 4 5 6 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 55

Wątek: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej

  1. #1
    Forumowicz Roku 2016
    Kronikarz Roku 2016
    Forumowicz Roku 2014
    Forumowicz Roku 2013
    Ekspert Roku 2012
    Awatar Wojtek Pysz
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Jarosław
    Postów
    1,948

    Domyślnie Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej

    Opowiadanie może być dość długie, bo wrażeniami z pięknej wędrówki warto się z bliźnimi podzielić. Na początek informacje w pigułce.

    • Skład ekipy: trzy osoby, widoczne na poniższym zdjęciu (z Pietrosa Budyjowskiego).
    • Termin: 12 – 19 lipca 2014 roku.
    • Dojazd: z okolic Rzeszowa do Vişeu de Sus samochodem osobowym, odległość ok. 700 km
    • Rozgrzewka: spacerkiem na Torojagę z Borszy
    • Dojazd w głąb gór: kolejka wąskotorowa, kurs „produkcyjny” z Vişeu de Sus do końcowej stacji Koman, odległość ponad 40 km.
    • Trasa piesza: stacja Koman, „dzióbek granicy”, Hnitessa, Palenica, Komanowa, Koman, Stewiora, Purul, Pirie, Przełęcz Łostuńska, Łostuń Wielki, Ryżowaty, Popadia, Suligul, Czywczyniarz, Kukulik, Bydyjowska Wielka, Cristina Mare, Pietros Budyjowski, Pedealu, do Poienile de sub Munte
    • Zjazd w doliny: zwiózł nas życzliwy mieszkaniec swoim samochodem za symboliczną opłatą.
    • Noclegi: początkowy i końcowy w lokalnych pensjonatach, w górach w namiocie.
    • Pogoda: trochę grzało, trochę wiało, trochę lało – czyli nie można narzekać.


  2. #2
    Forumowicz Roku 2016
    Kronikarz Roku 2016
    Forumowicz Roku 2014
    Forumowicz Roku 2013
    Ekspert Roku 2012
    Awatar Wojtek Pysz
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Jarosław
    Postów
    1,948

    Domyślnie Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej

    Dzień 1. Najpierw trzeba dojechać.

    Opis dojazdu raczej nie mieści się w tematyce wschodniego łuku Karpat. Dojechaliśmy do Vişeu de Sus. Widok z okna naszego pensjonatu nie był zbyt górski. Te kryte eternitem komórki, to nie garaże, lecz składziki opału. Natomiast sam pensjonat (Pensiunea La Cassa, str Gheorghe Doja 6) polecamy z przekonaniem. Za 50 lei od osoby mamy pokój do spania z czystą pościelą, przy pokoju łazienka z ciepłą wodą, w cenie obfite śniadanie z produktami regionalnymi.

    Ostatnio edytowane przez Wojtek Pysz ; 20-07-2014 o 20:39 Powód: + foto

  3. #3
    Szkutawy
    Guest

    Domyślnie Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej

    ... no to czekamy, bo zapowiada się jak zwykle... niezwykle...

  4. #4
    Forumowicz Roku 2016
    Kronikarz Roku 2016
    Forumowicz Roku 2014
    Forumowicz Roku 2013
    Ekspert Roku 2012
    Awatar Wojtek Pysz
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Jarosław
    Postów
    1,948

    Domyślnie Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej

    Dzień 2. Rozgrzewka, idziemy na Toroiagę.

    Dojeżdżamy do końca drogi asfaltowej i ostatniego przystanku autobusowego w Baia Borsza. Samochód tutaj zostaje. Miejscowy piesek dostał trzy obamki, będzie pilnował.
    Co to są obamki, opowiemy później.


    Pod Torojagą funkcjonowały na skalę przemysłową już od XVIII w. liczne kopalnie surowców mineralnych. Niektóre z nich – w niewielkiej skali – pracują do dziś.


    Inne stoją nieużytkowane i niszczeją.


    Stoki Totoiagi podziurawione są licznymi sztolniami, w których wydobywano głównie rudy metali kolorowych oraz boksytu.


    Opuszczamy poranioną dolinę i przez spalony las podchodzimy do jednego z ramion Toroiagi.


    Wyszliśmy na szczyt 1930 m. W grzbiecie głównym, który jest naszym celem już nie będzie tak wysoko.


    Zejście rozpoczyna się łagodnie. Potem łapie nas w swoje szpony kosodrzewina, po której trzeba przedzierać się górą, stąpając po uginających się gałęziach. Nie wszystkim uczestnikom się to podoba


    Po przedarciu się przez kosodrzewinę schodzimy stromym żlebem do jednego z najwyżej położonych, czynnego do dziś rejonu wydobycia.


    Potem już nudna, długa droga kopalniana sprowadza nas na dół.
    Ostatnio edytowane przez Wojtek Pysz ; 20-07-2014 o 20:53 Powód: liter.

  5. #5
    Bieszczadnik
    Na forum od
    05.2006
    Rodem z
    Poznań/Szczecin
    Postów
    602

    Domyślnie Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej

    Ach jak chciałbym się tą drogą z Toroiagi puścić w dół rowerem! :)
    "There is no such thing like too much snow" - Doug Coombs

  6. #6
    Forumowicz Roku 2016
    Kronikarz Roku 2016
    Forumowicz Roku 2014
    Forumowicz Roku 2013
    Ekspert Roku 2012
    Awatar Wojtek Pysz
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Jarosław
    Postów
    1,948

    Domyślnie Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej

    Cytat Zamieszczone przez Petefijalkowski Zobacz posta
    Ach jak chciałbym się tą drogą z Toroiagi puścić w dół rowerem! :)
    Najlepiej by Ci się pewnie jechało przez tę kosodrzewinę Ale opowiadajmy dalej. Może wieczorem się obudzi reszta uczestników i dołączy

    Mocăniță oficjalnie

    Mocăniță to nazwa lokalnej kolejki wąskotorowej, jeżdżącej w głąb doliny Vaseru. Linię kolejową zbudowano w latach 1933-35 i służyła do zwózki drewna. Jej długość od głównej stacji kolejowej w miasteczku Vişeu de Sus do ostatniej stacji Izvorul Boului wynosiła 46,3 km. Do tego dochodzi kilka odgałęzień, prowadzących w boczne doliny. Dziś przejezdny jest odcinek torów od stacji CFF na kilometrze 3,5 do stacji Coman na kilometrze 43,5. Z tego pociągi turystyczne jeżdżą tylko do stacji Paltin na kilometrze 21,6, czyli długość kursu turystycznego wynosi 18,1 km.
    W sezonie wakacyjnym pociąg wyjeżdża o godzinie 9:00, dojeżdża do Paltin ok. 11:00 a wraca ok. 15:30. Przejazd w obie strony kosztuje 49 lei, dzieci 36 lei.

    Chętni do przejazdu zatrzymują się na parkingu, który mieści kilkadziesiąt a może kilkaset pojazdów.


    Podróżni przybywają indywidualnie lub zbiorowo.


    Tutaj czeka „pod parą” gotowa do wyjazdu lokomotywa z przyczepionymi wagonikami osobowymi. W czasie dużej frekwencji składów jest więcej. Ta lokomotywa nazywa się ELVETIA.


    Ta nazywa się KOZIA-1 (bo jest też KOZIA-2). W pierwszym wagonie za lokomotywą jedzie paliwo.


    Jednym z ciekawszych obiektów na stacji jest żeliwny słupek z dawnej granicy polsko-rumuńskiej; nie wzbudza on jednak wśród gości większego zainteresowania.

  7. #7
    Poeta Roku 2011
    Awatar Piskal
    Na forum od
    10.2008
    Rodem z
    Toporzysko/Toruń
    Postów
    2,247

    Domyślnie Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej

    Pięknisie- ELVETIA i KOZIA
    Najedź myszką na ptaszka...

    http://pradolinamebli.pl/


  8. #8
    Forumowicz Roku 2016
    Kronikarz Roku 2016
    Forumowicz Roku 2014
    Forumowicz Roku 2013
    Ekspert Roku 2012
    Awatar Wojtek Pysz
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Jarosław
    Postów
    1,948

    Domyślnie Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej

    Cytat Zamieszczone przez Piskal Zobacz posta
    Pięknisie- ELVETIA i KOZIA
    Widzę, że błąd zrobiłem - powinno być COZIA

    Stacja kolejowa od kuchni

    Dojazd do stacji Paltin nie był dla nas dobrym rozwiązaniem, czekałoby nas wtedy dreptanie dodatkowych 20 kilometrów w górę doliny, głównie po torach. W niedzielę wieczorem spytaliśmy panią w kasie biletowej, czy można pojechać dalej, niż przewiduje oficjalnie podawany rozkład jady. Uprzejma kasjerka odpowiedziała, że rano pojedzie tzw. „production train” i możemy się nim zabrać. Jadą nim pracownicy leśni, sprzęt i wagony po drewno. Odjeżdża o godzinie 7 ale lepiej przyjść o 6:30, bo czasem udaje się załodze wyjechać wcześniej. Pociąg prawdopodobnie pojedzie do końcowej stacji Coman, ale niekoniecznie. Production train nie odjeżdża z przystanku turystycznego, ale z górnego krańca terenów kolejowych. Trzeba więc będzie podejść kilkaset metrów dalej. Dodatkowo pani zaproponowała nam kupno biletów, bo z załogą pociągu będzie się trudniej dogadać – mogą mówić tylko po rumuńsku. Tak też zrobiliśmy. Bilety w jedną stronę na całą trasę kosztowały nas połowę ceny biletu turystycznego.

    W poniedziałek rano z biletami w dłoni i prowiantem na tydzień udaliśmy się do wskazanego miejsca. Na wszelki wypadek już o godzinie szóstej rano (czyli polskiej piątej). Początkowo było tu pusto i cicho. Na pierwszy rzut oka stacyjka wydawała się składowiskiem złomu. Na licznych, rozgałęziających się torach stały lokomotywki, wagony, samochody wszelkich marek i rozmiarów na kolejowych kołach, ręczne wózki jeżdżące po szynach.


    Niektóre wyglądały jakby o nich zapomniano i czekały tylko, aż ktoś się nad nimi zlituje, potnie je i wywiezie do huty. Ot, na przykład taki Ził. Stał sobie zakurzony gdzieś w krzakach. Ale w pewnym momencie ożył. Dwuosobowa załoga obróciła go jakimś cudownym sposobem o 180 stopni i ruszył w górę.


    Po chwili od strony miasteczka przyjechał stary VW Transporter z przyczepą. Z samochodu wysiadło kilkanaście osób; więcej niż taki samochód może "na oko" pomieścić. Z przyczepki zaczęli wynosić w pobliże torów siatki, torby, plecaki, wielkie walizki, namioty, koszyki, dywany, zwiniętą w kłębki pościel i różne inne rzeczy. Niełatwo nam było domyślić się, dokąd i w jakim celu jadą.


    Po chwili z jakiegoś sobie znanego miejsca przynieśli dużo plastikowych beczek. Przy ich oczyszczaniu, z wnętrza zaczęły wypadać małe, suche listki i drobne gałązki. Jedna z zagadek rozwiązana - jadą na kilka dni na jagody. Na stacyjce zaczęło się coś dziać. Wte i wewte przemieszczały się lokomotywy, samochody przystosowane do jazdy po szynach, wagoniki, drezyny. Pozornie bezładnie, ale praktycznie bardzo precyzyjnie. Jednym torem nadjechał zielony Transit, drugim żółta lokomotywka.


    Przyjechała bordowa lokomotywa z dwoma wagonami osobowymi. Ludzi ze wszystkich stron przybywało coraz więcej. Pieszo, konno, na rowerach, samochodami. Gromadzili się przy stacyjce. Na plecach mieli tobołki lub brezentowe plecaki na skórzanych szelkach.


    Skład, na razie skromny, zatrzymał się przy czymś w rodzaju peronu. Ten żółty wagonik jeszcze kilka minut temu stał na bocznym torze. Był odrapany i pogięty, wydawało się, że nigdy nigdzie już nie pojedzie. Teraz zajął zaszczytne miejsce tuż za lokomotywą. Później, gdy skompletowano cały skład, okazało się, że jest to najbardziej ekskluzywny wagon w tym pociągu. Pasażerowie zaczęli wsiadać.


    Za dwoma wagonami osobowymi dołączono platformę. Początkowo znalazły się na niej tylko beczki na jagody, powiązane sznurkiem, żeby nie spadały.


    Na bocznym torze zaczął się szykować do podróży wagonik specjalny. Jak się później okazało, był to pojazd elitarny, przewożący mechaników z narzędziami, palnikami, butlami z tlenem i acetylenem. Wagonik miał własne hamulce.


    Ludzi przyszło tak wielu, że dwa wagoniki osobowe ich nie pomieściły. Po chwili jakby z pod ziemi pojawił się trzeci wagonik. Podróżni nieśli ze sobą piły motorowe, siekiery, części do ciągników i maszyn, kanistry z paliwem, butle z napojami, pojemniki z woda destylowaną do akumulatorów, koszyki z żywnością. Za trzema osobowymi jechała platforma, na której oprócz beczek stał wielki ciągnik leśny i siano dla konia. Za platformą doczepiono 20 wagoników do zwożenia drewna a na koniec maleńki wagonik z mechanikami. Pociąg zagwizdał i ruszył. Cieszyliśmy się, że ruszamy w góry. Cieszyliśmy się, że dojedziemy daleko w dolinę, pod samą Hnitessę.

  9. #9
    Bieszczadnik
    Na forum od
    05.2006
    Rodem z
    Poznań/Szczecin
    Postów
    602

    Domyślnie Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej

    Ale opowiesc Pewnie cale to ladowanie trwalo troche i troche, ale musialo byc niezle pasjonujace! Jestem ciekaw bardzo dalszej Waszej wycieczki oraz przygod w dolinie Vaser,
    nie chce wyprzedzac faktow ale pewnie za szybko do Coman nie dojechaliscie

    P
    "There is no such thing like too much snow" - Doug Coombs

  10. #10
    Bieszczadnik
    Na forum od
    10.2009
    Postów
    669

    Domyślnie Odp: Hnitessa, czyli wizyta na południowym krańcu II Rzeczypospolitej

    Tak czytam opis tego składu i przypomniała mi się "Lokomotywa" Tuwima

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Moja pierwsza wizyta w Bieszczadach - proszę przeczytaj
    Przez Tasza w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 45
    Ostatni post / autor: 18-10-2015, 21:22
  2. klasyka czyli TOP TEN
    Przez don Enrico w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 24
    Ostatni post / autor: 16-01-2013, 21:32
  3. Pierwsza wizyta w Bieszczadach
    Przez yamro w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 17-08-2010, 20:11
  4. za pięć dwunasta, czyli z ręką w nocniku :/
    Przez geograffus w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 24
    Ostatni post / autor: 14-07-2004, 22:56
  5. Pierwsza wizyta
    Przez brjs w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 16
    Ostatni post / autor: 04-06-2004, 20:24

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •