Hola, hola, mości panie. nie rządzi, tylko po prostu pilnie pracuje. Oczywiście z wykorzystaniem materiałów dostarczonych przez wszystkich troje uczestników wycieczki.
Dzień 5. Biwak z owieczkami.
Łostuń Wielki, Ryżowaty, Popadia, Suligul, Czywczyniarz, Kukulik, połonina Kukul
Poranek pod Łostuniem. Nikły ślad po ognisku, innych śladów nie zostawiamy. Ruszamy dalej wzdłuż grzbietu.
Momentami grzbietem idzie się jak po dywanie z bajki.
Momentami grzbiet jest tak zarośnięty, że mniej wytrwałe osobniki poddają się i schodzą na ukraińską drogę. Ale to chyba nie jest nikt z naszej wycieczki.
Ten osobnik też nie może być od nas.
Od czasu do czasu zatrzymujemy się, by poszukać żeliwnych słupków granicznych.
Tu jeszcze niedawno stał słupek
Ale tyle z niego pozostało:
Od czasu do czasu trzeba odpocząć – Suligul.
Czywczyn spod Suligula
Wiele rumuńskich, współczesnych, betonowych słupków ktoś powalił na ziemię.
Schron rumuńskich pograniczników pod Kukulikiem zastaliśmy pusty. Również podczas kilkudniowej wędrówki po granicy nikt nas nie sprawdzał i nie niepokoił.
Połonina Kukul. Siadamy i obserwujemy z daleka pasące się stado owiec.
Pomimo znacznej odległości, błyskawicznie podbiegają do nas obrońcy stada i coś szczekają po rumuńsku.
W wydanym w 2014 r. II t. przewodnika po górach Rumunii autor, James Roberts tak pisze o psach:
Nie znam się na psach, ale zgodnie z naszą tradycją, postanowiliśmy poczęstować je obamkami. Początkowo odnosiły się nieufnie do naszych zamiarów, gdyż – podobnie jak większość czytelników – nie wiedziały, co to są obamki. Tymczasem nadciągnęła wielka chmura i akurat nad nami zaczął padać deszcz. W ciągu kilku minut postawiliśmy namiot, żeby komfortowo oglądać (i fotografować) owce.
Juhas chyba zauważył nasze zainteresowanie, gdyż kilka razy przeganiał je tam i z powrotem tuż przed wejściem do naszego namiotu. Jeden z psów, jakiś mądry widać, zauważył, że nie mamy złych zamiarów i coś do niego mówimy. Poszedł i zjadł rzuconego mu obamka.
Przestał szczekać i starał się nie oddalać od wejścia do namiotu. Jego towarzysz wprawdzie nie chciał obamków, ale gdy zobaczył, że kolega nas już lubi, też przestał szczekać i poszedł zająć się swoimi ważniejszymi sprawami.
A owieczki paradowały przed namiotem, jak modelki na wybiegu.
A aparaty pstrykały.
Gdy przestało padać, obejrzeliśmy owieczki na wolnej przestrzeni
Potem owieczki sobie poszły, ale piesek został.
Pomimo mokrego drewna, fachowiec od ognia rozpalił ognisko i tak zakończył się kolejny dzień wędrówki.
![]()






Odpowiedz z cytatem
Zakładki