Po tak wyczerpujących dociekaniach lukiego muszę się wytłumaczyć, dlaczego tak napisałem, jak napisałem.
Do wyjazdu trochę się przygotowałem ale, jak widać, za mało. Korzystałem głownie z materiałów syntetycznych, np. przewodnika Figiel-Krzywda, w którym autorzy temat „rozrogów” i południowego krańca potraktowali, jak w cytacie niżej. I ja się z tym zgadzam, że dla większości wędrujących tam piechurów taki opis wystarczy.



Zapoznałem się też z historią granic Polski na poziomie szkoły powszechnej, posiłkując się poglądową mapką, podobna do tej, znalezionej w Wikipedii. Mapka może nie jest zbyt dokładna, ale bardzo ładna:) Jest na niej i Lwów, i Rzeszów i nawet Jaroslaw.


Mierząc za pomocą nitki odległość od Chustu i Czerniowiec, zgadzało się, że graniczny „dzióbek” wypadał (z dokładnością do kilku kilometrów) tam właśnie, gdzie się wybieramy. Przeglądając zarys granic Polski z różnych okresów, zauważyłem, że umiejscowienie „dzióbka” jest przez wiele wieków dość stabilne. Artykuł w Płaju 31 wprawdzie miałem pod ręką, ale na przeczytanie ze zrozumieniem 48 stron nie znalazłem przed wyjazdem czasu. Przed wyjazdem otrzymałem też od Piotrka (Petefijalkowski) trochę map, notatek i wskazówek na temat tamtejszych ciekawostek krajoznawczych.

I tu muszę się w końcu do czegoś przyznać. Wszystkie mapy, materiały, wskazówki i wytyczne od Piotrka, moje notatki, przewodniki Figla i Robertsa …. zostały na dole, w Wyszowie, w małym plecaczku w bagażniku auta. A zauważyłem to w połowie doliny Wazeru, jadąc pociągiem i sięgając do plecaka, by coś poczytać. Tak, że z materiałów papierowych mieliśmy tylko poglądową mapkę okolic doliny Wazeru, sprzedawaną na stacji kolejki.
Sam dostarczyciel materiałów, Pete, dowiaduje się o tym dopiero teraz, bo nie miałem śmiałości wcześniej mu o tym napisać. Ale za to materiały się nie poniszczyły w górach i powrócą do Poznania w nienaruszonym stanie
Myślę, że – jak napisał luki – nigdy nie osiągniemy "przekonania graniczącego z pewnością", w którym dokładnie miejscu się ten koniec Polski znajdował. Dalszą dyskusję na ten temat z chęcią przeczytam, ale świadomości, że gdzieś w okolicy tego końca byłem, proszę mi nie odbierać