O lapidarnym stylu autora wątku można długo mówić, ale czasem to ociera się on o szalbierstwo.
Torojaga to w końcu najwyższy szczyt, jaki osiągnęliśmy na tym wyjeździe, należy się jej nieco uwagi, tym bardziej, że mieliśmy do jej gościnności wiele uwag.
I choć zrobiliśmy wejście w stylu alpejskim, z użyciem „plecaków szturmowych”, to opis: „Wyszliśmy na szczyt 1930 m. W grzbiecie głównym, który jest naszym celem już nie będzie tak wysoko”, burzy mi krew i jest nie na miejscu, również wobec tej ciekawej góry.
Otóż, po sprawdzeniu, co w sztolniach piszczy
DSC_8021.JPG,
maszerowaliśmy grzecznie, jak szlak nakazywał, choć szlag wie, dlaczego go tak dziwnie poprowadzono.
W którymś ze zrujnowanych obiektów natknęliśmy się na stróża, z którym, w łamanej rumuńszczyźnie,uzgodniliśmy zmianę kierunku podchodzenia.
Nakłoniło nas do tego zachowanie jego ujadających podopiecznych o wyraźnie kulinarnych zapędach i widoczna z daleka pionowa kreska jednego z podjazdów technicznych, który najwyraźniej był na naszej trasie.
Wielokrotnie uzgadnialiśmy między sobą, czy uprzejmy cioban pokazywał ręką za winkielkiem w prawo czy w lewo i czy sinusoidalny ruch ręka oznaczał żmije na polance, czy kręty przebieg szlaku.
Przyjazny przewodnik podprowadził nas do podnóża żółtego osuwisko – potoczyska
DSC_8017.jpg,
gdzie przewodzenie przejęło tajemnicze pudełeczko Wojtka, które dobrze znało istniejącą tu ponoć ruską ścieżkę.
No i zaczęło się - jeśli zaznaczone podejście pochłonęło 2,5 godziny, to nie można go przemilczeć.
Gdyby ktoś planował ten rejon przedeptywać z poważnym plecakiem, powiem krótko – nie idźcie tą drogą!
DSC_8190.jpgDSC_8033.JPGDSC_8032.JPG
W ogóle to dziwne miejsce – świerk wypada na potęgę i jakoby nienaturalnie, a spalone połacie, /tfu!/ kosówki i jałowca, wskazują na jakąś planową działalność. Praca przy wydobyciu minerałów, mimo że w mniejszej skali, wcale nie wygląda na schyłkową.
Gdy wypociłem na podejściu cztery Tymbarki i jednego Kasztelana, wreszcie wygodna ścieżka pomknęła nam pod nogami, aż pod sam wierzchołek.
Później już tylko radosny bieg ku dolinie /ze znalezionym, jednym kijem trekkingowym!/, bo ścieżka wyraźna i oczywista.
DSC_8127.JPG
Ależ nie tak szybko - stop!
DSC_8163.JPG
Taka sympatyczna roślina – giętka, śliska, rozchybotana, tu trzaśnie na odlew za nic, tu coś wyjmie z kieszeni plecaka, tam uszczknie kawałek maty – przyjazna i miła kosssówka.
Jako że urwiste północne zbocze nie pozwalało na zbyt wiele, a spalony południowy stok zniechęcał, oddaliśmy się nierównej walce z tym potworem w świecie flory.
Jak ktoś waży 40 kg /bez sera/ to może nie zauważyć, że nie wszystkie gałęzie zostają pod butem wystarczająco długo…
Gdy zobaczyłem wreszcie coś na kształt ścieżki, chciałem całować złoża boksytów.
Na przełęczy zobaczyliśmy ponownie znak szlaku.
Odradzam próbę wchodzenia nim doliną na przełęcz, kosówka z tej strony naprawdę dobrze pilnuje czci Torojagi.
Spokojnie i bez niepotrzebnych emocji można ją zdobyć, wchodząc z Băile Borșa grzbietem otaczającym zachodnią stronę doliny potoku Cisla, ale…
No właśnie, zawsze jest to ale.
DSC_8202.JPG
W powrotnej drodze roztrząsaliśmy przeznaczenie niby ramp – solidnych konstrukcji powieszonych nad główną drogą kopalnianą.
DSC_8194.JPG
Ukuliśmy różne teorie, ale chętnie wysłuchamy pewnych informacji na ich temat.


Odpowiedz z cytatem