Nie, całości bym nie brał... musiałbym trochę(!) powycinać niczym dawny cenzor z ulicy Mysiej, trochę(!) musiałbym pozmieniać, sporo też bym zostawił. Zmieniłoby to drogę życia, zmieniliby się też otaczający ludzie a to zapewne i mnie by zmieniło. Czy to jednak byłaby jeszcze dawność? Czy Bóg by się na takie chciejstwa i gmeranie wstecz zgodził? Na pewno, aby nie było łatwo, trochę "niespodzianek" by wstawił, niekoniecznie ku mojemu zadowoleniu. Chociaż polemizuje z tym Stachura, to jednak życie jest teatrem... scenariusz dla każdego jest stały, aktorzy na każdą scenę są już przewidziani i się nie zmienią. Nawet jak nam się wydaje, że coś zmieniamy to i tak to przewidział "REŻYSER". ON też wie kiedy się ma skończyć "spektakl" dla każdego z nas.
Nie wiem kiedy mój spektakl się skończy. Ktoś powiedział (cytuję z pamięci)... jak człowiek zaczyna patrzeć wstecz, przeglądać pożółkłe zdjęcia w swoich albumach to znaczy, że zaczyna umierać.
Tym sposobem doszedłem do odpowiedzi (samemu sobie?), na pytanie Wuki... nie chcę dawności, chociaż chcę czasami coś tam z niej wspomnieć, wolę już trud dzisiejszego dnia i następnych po nim.
Tym sposobem Wuka niczym Mistrz w wyjaśnieniu Paulo Coelho... zachęciła ucznia do dołożenia wszelkich starań, aby odkrył to, o czym już wiedział.
Tak Duchuprzeszłości... może ja wcale nie należałem do tych nielicznych![]()
Ps. Tak już abstrahując od tematu to nie lubię czytać Coelho, strasznie mi idzie czytanie jego książek, męczę się nad nimi a co jakiś czas znowu jego książka leży koło mnie, dojrzewa do przeczytania, korci i odstrasza, jest odkładana, przekładana, chowana, później kartkowana, czeka, czeka, czeka, jak właśnie teraz czeka (już znam jej tytuł), na swój czas aż... Reżyser ryknie przez tubę "teraz... start". To też scenariusz?



Odpowiedz z cytatem