Dzień Ostatni
Z rana postanawiamy sprawdzić, czy w Jaśkowie czasem jasiek nie przebywa. Polej się na to nie pisze ponieważ twierdzi, ze skoro kilkakrotnie dzwonił do Jaska i ten nie odbierał telefonu, to zapewne nie chce utrzymywać kontaktu. Ja jestem jednak uparty i nie rezygnuję. W Jaśkowie skręcamy w stokówkę i oczom nie wierzę. Przed domem stoi auto osobowe. Nie jest to Jaśkowa „Biała Strzała”. Nic to sprawdzamy, kto jest w domu. W pewnym momencie na tarasie pojawia się Jasiek. Z radością, z jaką naprawdę trudno się spotkać (no chyba, że pojedzie się do Sopotu do długich) powitał nasze skromne osoby. Okazało się, że przyjechał na parę dni ze swoim synem, też Jaśkiem (będę go nazywał Jasiątkiem). Jasiątko puki co przebywało na piętrze. Obopólnej radości ze spotkania nie było końca. Obgadaliśmy, a jakże wspólnych forumowych znajomych – w tym i Polejów. Jasiek pochwalił się tym, że z rurectwa w domu cieknie aqua. Urzekła mnie pólka w łazience. Sprawił się chłop. Niema to tamto. Poczęstował nas świeżo zebranymi jagodami, którymi zajadała się zwłaszcza Renatka. Po jakimś czasie pojawiło się Jasiątko. Najpierw ostrożnie, z pewna dozą nieśmiałości okrążył domostwo, ale potem się przełamał i przyłączył się do naszego towarzystwa. Jasiek ma naprawdę wspaniałego syna. Czas szybko płynie w dobrym towarzystwie. Ani się spostrzegliśmy i trzeba było wyjeżdżać. Obiecaliśmy jeszcze w tym roku odwiedzić Jaśkowy dom. Obiad w nowym barze w Wetlinie. Potem jazda nad Gryzoniowe Jezioro. Ot tak, żeby napatrzyć się na wodę i górę stojącą za nią. Gryzoni jak zwykle nie widzieliśmy. Jak już się dostatecznie napatrzeliśmy postanowiliśmy sprawdzić jak tam noga Chrystusa. Okazało się, że jestem niezłym chirurgiem, bo blizna na nodze bardzo mała zastała. Można rzec, że jej nie ma. Potem pożegnania z Panią Krysią z „Czarnego Kota”, bardem Bieszczadu. Następnie udaliśmy się na duży plac w okolicy „Głazu Fredry” aby posłuchać koncertu „Natchnieni Bieszczadem”. Jesteśmy przed rozpoczęciem, więc możemy sobie uciąć krótką rozmowę z „Łysym”, który będzie niebawem występował. Koncert był udany, poezja śpiewana i piosenka turystyczna. W trakcie koncertu dzwonię do „pewnej Poetki” aby pochwalić się, że słuchamy Jej tekstów tym razem jednak nie recytowanych, a śpiewanych. W pewnym momencie zdajemy sobie sprawę z tego, że natychmiast musimy wracać. Po dojechaniu do „Alkowy” okazuje się, ze Gospodarz czeka na nas przy bramie i zaraz za nami ją zamyka. Jest 22:07.
Rano podjeżdżamy do Polejów aby się pożegnać. Poleje byli na koncercie w „Bazie ludzi z mgły”. Wyszli z koncertu zdegustowani, żałowali, że nas nie posłuchali i nie przyjechali do Cisnej. Po pożegnaniu się z Polejami podjechaliśmy do Słodkiego Domku na ciacho. Potem długa, długa droga do domu.
Koniec
P.S. Po przyjściu do pracy okazało się ze muszę po 20 latach rozstać się z firmą w której pracowałem…. L


Odpowiedz z cytatem
