Skręcam w prawo i niebawem skręcam w lewo. Mijam znajdująca się po lewej ręce zagrodę. Zagroda znana jest z płaskorzeźb o tematyce nie przeznaczonej dla dzieci. Jedziemy dalej przez malowniczą wieć. Opowiadam dziewczynom, jak to kiedyś spotkaliśmy tutaj hiszpańskiego szlachcica na rowerze. Pokazał on nam wtedy bardzo zacna agroturystykę, o klimatycznej nazwie. Podążamy dalej. Zatrzymuję się mniej więcej po środku wsi koło murowanej cerkwi z 1806 roku pod wezwaniem Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja (natomiast konsekracja odbyła się w 1846). Cerkiew jest w remoncie więc była otwarta. Zrobiła ona na nas smutne wrażenie. Tynki poskuwano na wysokość około 120 cm, mury będą zabezpieczone przed wilgocią. Przy pracach remontowych pracowało dwóch mieszkańców wsi. Nie napawało nas to optymizmem. Nie byłbym sobą gdybym nie zajrzał na cmentarz. Na cmentarzu znajdują się obok siebie groby z opisem literami łacińskimi i opisane cyrylicą. Następnie jedziemy dalej. Koł leśniczówki skręcam w prawo i zostawiam karawan na dużym placu służącym do załadunku drewna. Dalej już musimy się wspiąć pieszo na samą Szubienicę. Dziewczyny, co rusz spoglądały za siebie podziwiając coraz rozleglejsze widoki. Najpiękniejszy jednak widok rozciągał się ze szczytu Szubienicy. Najpierw wchodzimy do odbudowanego budynku, a później siadamy przed nim. Niestety nie ma już tutaj Koleżanki z forum. Nadal brakuje mi pelargonii, które znajdowały się przy oknach spalonego budynku. Siedzimy na ławce i spożywamy złocisty napój wyjęty prosto z lodówki. Ach, żyć nie umierać. W końcu trzeba wracać do karawanu. Po drodze Ania miała małą sprzeczkę z miejscowym ogierem, który był zazdrosny o swoją klacz. Wracamy do Cisnej. A w Cisnej na stole czaka na nas cegła. Kto nie wie, co to jest niech żałuje, a kto wie niech się oblizuje na samo wspomnienie.


Odpowiedz z cytatem