Po odpoczynku ruszamy dalej. Nie skręcam w lewo… i nie interesuje mnie, co zostało i czy w ogóle coś zostało z pomnika. Czerwona droga prowadzi nas do celu. Co chwila z góry schodzą ludziska. A to starsi tacy w wieku Bertranda i tacy mali, których trzeba nosić. Niektórzy się kłaniają, a niektórzy milczą. Mijamy dzikie parowy i pozwalane mostki. Po chwili dochodzimy do tablicy informującej nas jak przypuszczam, że kilku wozaków Zwiezło tutaj tą grupę turystów, która schodziła w dół. Tylko po co taszczyli tak wysoko tablicę? Poszliśmy dalej i w końcu doszliśmy do mniejszego akwenu. Tam na zwalonym pniu zalegliśmy w ciszy i skupieniu. Po prostu Małgosię i jej córkę przytkało piękno okoliczności, w jakich się znalazły. W koncu zaczęliśmy rozmawiać na temat Poleja i reszty grupy, która ma dojechać w Bieszczad. Ponieważ nic więcej ciekawego tam nie było postanowiliśmy się wspiąć w górę coby zobaczyć większy akwen. Drogowskazy były mało precyzyjne, ale po mało wyczerpującym spacerku podziwialiśmy drugi akwen. Tutaj tak jak poniżej nie było budki z piciem, pomostu do skakania i wypożyczalni skuterów wodnych. Nie wiadomo, po co ludziska tu przychodzą. Większa woda jest przy zaporze i wszystko tam jest…. My sobie siadamy na brzegu, a Ania poszła dalej do pomnika leśnika, który stoi po drugiej stronie akwenu. Jest to jedno z moich ulubionych miejsc w Bieszczadzie. Bywałem tutaj w różnych porach roku i zawsze było tu Pięknie (przez duże P). Tym razem turyści Ne zaśmiecili tego miejsca, a bywało tam różnie… Spędziliśmy tam naprawdę sporo czasu. Trzeba jednak schodzić w dół. Nie spiesząc się i odpoczywając po drodze dotarliśmy do karawanu. Tam zmiana obuwia na lżejsze i tym tazem wszyscy udajemy się do Pani Bożenki. Przepyszne flaki, pierogi z mięsem z sarny i zimne piwo, to było tym czego najbardziej wtedy potrzebowaliśmy. Do cywilizacji wracaliśmy okrężna drogą, której w żaden sposób cywilizowaną nazwać nie można. Po drodze jeszcze tylko rzut oka na most no i oczywiście na Chatę w …


Odpowiedz z cytatem