Z samego rana spotykamy się przy sklepie. Robimy zakupy i jedziemy na Przełęcz. Ale nie na tą na której stoi pomnik Harasymowicza. Jedziemy na tą drugą przełęcz. Wiele ludzi gna na północ, a my wykupujemy bilety do lasu i idziemy na południe. Wraz z nami idzie więcej turystów. Myślę, że większość z nich wybiera się na górę z obeliskiem. Nie żeby nieśli obelisk, tylko, że na górze stoi obelisk. J Dochodzimy do chatki i robimy sobie odpoczynek. A co? Niech ludziska idą do przodu. Ostatnia okazja, żeby w spokoju zrzucić z siebie w spokoju nadmiar płynów. W końcu ruszamy. Najpierw droga wspina się lekko, a później dosyć ostro. Starsi z nas sapią jak lokomotywy. Serca nam walą jakbyśmy biegiem zdobywali tą górę. Co chwile robimy odpoczynek. Idąc i odpoczywając ca przemian dochodzimy do wniosku, że nikogo nie wyprzedziliśmy. Nie przyjechaliśmy jednak się tu ścigać, a wypoczywać… tak, tak wypoczywać! Pot z nas się leje, mamy mroczki przed oczami z wysiłku, ale wypoczywamy! Są ludzie, którzy takiego wypoczynku nie zrozumieją. My jednak z każda kroplą potu, z każdym sapnięciem posuwamy się do góry. W końcu las się przerzedza i wychodzimy na łąki, które tutaj wzięły nazwę od niejakiego Jędrka Wasielewskiego. Teraz dla odmiany wieje wiatr. Trzeba się ubrać, żeby heksenszus nas nie dopadł. Jeszcze trochę, jeszcze parę kroków i jesteśmy na małej górze. Podziwiamy widoki, które wyłaniają się spoza chmur. Za to wypijam ciecz z metalowej puszki. Jest dobrze, przychodzę do siebie. Kieruję wzrok ku dużej górze i ku swojemu zaskoczeniu słyszę swój własny głos: „kto idzie ze mną na dużą górę”. Entuzjazmu nie było żadnego. Tylko Ania się zerwała do marszu. Reszta postanowiła wypoczywać. Poszliśmy z małej góry na dużą nie jest daleko. jak tam doszliśmy to strasznie wiało i tak jakby zaczynało kropić, wiec szybko wracamy do swoich.
8.jpg7.jpg6.jpg5.jpg1.jpg4.jpg3.jpg2.jpg20140806_140435.jpg9.jpg


Odpowiedz z cytatem