Trochę Świat mnie przywalił, ale powoli otrząsam się z niego. Dam radę….
Dzień 1 25.07.2014
W godzinach wieczornych odbieram Małgosię i Anię z dworca PKP w Poznaniu. Jeszcze jakaś kawa u nas, i tak około 23:00 wyruszamy w daleką drogę do Cisnej. Ania zasypia naten tychmiast, jeszcze nie wyjechałem poza granice Poznania. Małgosia mówi , że jeszcze NIGDY nie zasnęła w podróży. Renatka zażyła Ave Maryja i poczęstowała tabletką Małgosię. W okolicy Ostrzeszowa w karawanie rozlegało się równomierne chrapanie trzech niewiast. Jadę sobie powoji bez pośpiechu. W trosce o dobre samopoczucie zatrzymuję się na stacji benzynowej w Piotrkowie Trybunalskim. Budzę panie. Oprócz Ani są zaskoczone, że tak mocno spały. Po załatwieniu swoich spraw wsiadły do auta i zasnęły natychmiast. Nie robią na nich żadnego wrażenia dziury w asfalcie. Mijam kolejne miasta. Kielce, Tarnów zostają za mną. O dziwo za Tarnowem nastąpiło ogólne przebudzenie. Jest wczesna pora, ale jest już jasno. Może, dlatego kobiety się pobudziły. Między Pilznem, a Jasłem szybka przekąska. Karawan dalej podąża w kierunku dobrze sobie znanym, ale w Krośnie skręcam z trasy. Ponieważ Małgosia i Ania nigdy nie widziały drewnianego Kościoła pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny postanowiłem im go pokazać. Tutaj ukłony w stronę joorga, bo to on mi o tym kościele powiedział. Mimo, że byłem w nim po raz kolejny, to ponownie zrobił on na mnie ogromne wrażenie. Nie mówiąc już o Ani i jej mamie. Po zwiedzeniu kościoła i zostawieniu skromnych datków ruszamy dalej. Zapomniałem dodać, że tej samej nocy w tym samym kierunku podążał Barnaba. Ale inną drogą on jechał. Spotkanie miało nastąpić w Słodkim Domku i tak też się stało. Małgosia kupiła bilety na podróż i miło spędziliśmy tam kilka chwil. Ania kupiła sobie nawet bilet na dalszą drogę. Berdo bieszczadzki pies Barnaby o mało nie oszalał z radości na nasz widok. Barnaba pojechał do Cisnej, a my do Leska na zakupy. Trzeba w głuszy coś jeść, a jak wiadomo w Ciśnie nie ma sklepów spożywczych… Wpadliśmy też do jedynej słusznej księgarni. Tam z dumą zauważyłem, że na poczesnym miejscu są wystawione przewodniki syna. W końcu wracamy do samochodu i mkniemy dalej. W Białogrodzie (kiedyś taką nazwę usłyszałem od autostopowiczki) chcę kupić mapy w Gminnym Ośrodku Informacji Turystycznej. Jest sobota godzina południowa, są wakacje, czyli są turyści, ale to jest przecież „WOLNA SOBOTA”. Chwała za to wójtowi gminy…. Wyjeżdżając z rynku zauważam, że otwarte są drzwi do cerkwi. Co więc robię? Tak, daje po hamulcach i już po chwili jesteśmy w środku. Oprowadza nas Wolontariusz. Dużo opowiada o cerkwi, jej odbudowie i planach na przyszłość. Ponieważ byliśmy jednymi zwiedzaczami, to trudno nam było wyjść. Widocznie mało ludzi wchodzi do środka i gościu się nudzi. Wydostajemy się z cerkwi i bez przeszkód dojeżdżamy do Cisnej. W bramie wita nas Ania Antoniszak. Od razu wzbudza u Małgosi i Ani dużo sympatii. Jest wzruszona, że pamiętaliśmy o jej imieninach. Dzisiaj wszak Anny jest. Okazuje się, że nasze pokoje są jeszcze nie gotowe ale Ania parzy nam kawę i spokojnie czekamy. W pewnej chwili z daleka słyszymy głos zdenerwowanego Krzysztofa. Co mówi i jak mówi zdenerwowany nie pozbawiony klejnotów chłop z Bieszczadu nie muszę wyjaśniać. Dziewczyny zmroziło…. Facet miał prawo być zdenerwowany, na drugi dzień po imieninach każdy źle się czyje i dosłownie cokolwiek może wywołać u niego frustrację. Wręczyłem mu imieninową flaszkę i poszliśmy się rozpakować.
CDNCerkiew 01.jpgCerkiew 02.jpgCerkiew 03.jpgCerkiew 04.jpgKościól 02.jpg


Odpowiedz z cytatem