Się pisze...
Wstajemy rano, ale niezbyt wcześnie rano. Śniadanie jemy w naszym pokoju i tak już będzie do końca pobytu w Szymkówce. Po śniadaniu zamawiamy u gospodarzy obiadokolację i wyruszamy na Mszę Św. do cerkwi, która teraz kościołem jest. Znowu karawan wspina się na te same serpentyny, co wczoraj. Po drugiej stronie góry na postumencie stoi płaskorzeźba głowy oficera Nie mogę się nadziwić, że jeszcze stoi… Mijam schronisko, które bardzo lubi jeden z naszych kolegów forowiczów. Jeszcze przed „Leśnym Dworem” swoją drogą pięknie wyremontowanym skręcam w prawo. Droga równa, jak stół, nie to, co kiedyś. Mijamy Krzywy domek, co dawno już sczerniał i nie jest taki ładny oraz wodospad. Droga pnie się pod górę, ale karawan daje radę. Na górze, jak to na górze ładne widoki i nic więcej. Droga opada aż do samego brodu. Co to za bród, po którym można przejść suchą nogą? Woda płynie pod i w betonowych płytach. Kiedyś to i rurę wydechową można było w nim urwać, a teraz co? Oj zmienia się Bieszczad! Przejeżdżamy przez trzy brody i parkuję pod cerkwią znaczy się na dole. Teraz już tylko pod górę i jesteśmy na miejscu. Po Mszy Św. Krótka rozmowa z miejscowym proboszczem, zwiedzanie cerkwi i odjazd.
CD Jutro


Odpowiedz z cytatem