Robię, co mogę...
Następny dzień. Niedziela. Postanawiamy zobaczyć jak postępują prace przy budowie wieży widokowej. Wstyd mi to napisać, ale w środku sezonu, zwłaszcza w niedzielę pojechaliśmy samochodami do samej cerkwi. Niby zakazu ruchu nie ma, ale w sezonie staram się tam nie jeździć. Przede wszystkim chodzi mi o to, ze karawan wznieca dużo kurzu i żal mi tych ludzi, którzy muszą w tym kurzu maszerować drogą. Stało się i już. W cerkwi pojawiła się ambona na którą nijak nie da się wejść. Cerkiew robi się coraz bardziej udziwniona. Cepelia. Nie wszystko w niej pasuje. Zegar z Czechowic Dziedzic jest „fantastyczny”. Chwila zadumy w pustej jeszcze świątyni, wpis do księgi i wymarsz w drogę. Nie pamiętam, kto prowadził, ale chyba Polej albo Jeremi. Wydarli w górę niczym kozice. Upał sakramencki, pot zalewa oczy, owady wyczuły już ludzki pot i ludzką krew…Wysiłek podchodzenia łąkami pod górę wynagradza coraz lepszy widok na stronę, z której wyruszyliśmy i na drugą część doliny. W końcu dochodzimy do drogi, która ma nas zaprowadzić na przełęcz. Myśleliśmy, że w lesie będzie przyjemniej, ale nic z tego. W lesie było bardzo parno. Idąc wspomina wędrówkę tą droga w towarzystwie WUKI, Wojtka 1121, Krysi, Kasi i jeszcze paru osób. Wtedy przegrałem z Wojtkiem flaszeczkę nalewki. Wtedy natknęliśmy się na tropy pokaźnych rozmiarów miśka. Dzisiaj nie widać takich tropów. Tylko parę kopytnych zwierząt tędy się przemieszczało. Taka myśl mnie czasami nachodzi, że w Bieszczadzie może długo nie być opadów a na drodze można natknąć się na duże błoto. Tak było i tym razem. Ale co, tam błoto ono daje smaku wędrówce w Bieszczadzie! Dochodzimy do miejsca w którym leśnicy wybudowali wiatę. Wtedy wydawało mi się, że wiata w tym miejscu jest zupełnie niepotrzebna, bo kawałek dalej jest kapliczka w której w razie potrzeby można się schronić. Dziś mam już większą wiedzę i zmieniłem zdanie. Obejrzeliśmy sobie prawie skończona wiatę. Teren wokół niej był nieuporządkowany, a dojście do wiaty jeszcze utrudnione. Po krótkim odpoczynku ruszamy w stronę kapliczki. Kapliczka ma mały feler. Trochę podniósł się grunt przed drzwiami i trudno je otworzyć na całą szerokość. W środku od dłuższego czasu bez zmian. Wychodzimy na łąki na przełęczy. Tutaj część ekipy oświadcza, że dalej nie idzie. Część jest niezdecydowana, co robić. Ja oświadczam, że wyruszam na niedoceniana przez wielu turystów górę.



Odpowiedz z cytatem