W latach 70-tych była tam stanica chorągwi warszawskiej ZHP (nie/sławna już akcja Bieszczady 40).
Harcerze prowadzili "hotelik" (chyba 2 NS-y z kanadyjkami+ możliwość skorzystania z kuchni polowej). Praktycznie przygarniali każdego, kto się napatoczył. Wystarczyło mieć swój śpiwór. I wcale nie trzeba było być harcerzem. W ten sposób sposób można było przygotować sobie plan wędrówek bez targania namiotów.
Swoja drogą, kto zaliczył "Bieszczadzki Rajd" dobrze wie jak można wykorzystać dwie pałatki.


Odpowiedz z cytatem