Pokaż wyniki od 1 do 10 z 10

Wątek: 73 godziny w Tatrach Niżnych

Mieszany widok

  1. #1
    Bieszczadnik
    Na forum od
    06.2007
    Rodem z
    okolice Warszawy
    Postów
    51

    Domyślnie Odp: 73 godziny w Tatrach Niżnych

    Dzień 3
    Wstałem o 5:30. W półmroku przygotowałem skromne śniadanko i o 6:00 byłem już na szlaku. Za sobą zostawiłem śpiących Słowaków. Wstawał kolejny piękny, ciepły i słoneczny dzień. Moim celem było przejście granią do chaty gen. Stefanika. Jak wcześniej wspominałem nie miałem roamingu i nie mogłem zadzwonić i zarezerwować noclegu. Nie trudno domyśleć się, że noc z soboty na niedzielę może być mocno oblegana, a planu B nie miałem, co mimowolnie motywowało mnie do rychlejszego chodu. Kwadrans po ósmej dotarłem do miejscowości Certovice. Certovice, to przełęcz na grani głównej , przez którą przebiega pełnoprawna droga dla samochodów. Sama miejscowość składa się z kilku pensjonatów i restauracji. Stąd też pewnie nazwa na parkowych drogowskazach „Certovice motorest”. Niestety, najwyraźniej po letnim sezonie nikt nie jada tam śniadań o tak wczesnej porze, więc po krótkim odpoczynku ruszyłem dalej głodny w stronę chaty Stefanika. Głodny, ponieważ kończyło mi się już jedzenie. Zawsze mam wrażenie, że zabieram na wyjazdy za dużo rzeczy. Tym razem postanowiłem, że będę naprawdę „fast and light” i stąd porcje żywieniowe były policzone na styk. Tego dnia śniadanie już było, a następne posiłki były przewidziane już w chacie Stefanika. Po kolejnych 3 godzinach intensywnego marszu, słaniając się na nogach (czyżby starość czy to tylko głód?) i pięknych widoków, udokumentowanych na zdjęciach poniżej, dotarłem do chaty gen Stefanika. Na szczęście jeszcze jedno łóżko się znalazło. Posiliłem się knedliczkami z gulaszem oraz piwem i następnie poszedłem spać….

    2014-09-06 06.45.21.jpg2014-09-06 09.17.40.jpg2014-09-06 06.38.14.jpg2014-09-06 06.28.56.jpg
    Po godzinnej drzemce byłem na tyle zregenerowany, że czułem się gotów na atak szczytowy na Dumbier – najwyższy szczyt Tatr Niżnych (2045m npm). Przepakowałem plecak, żeby pójść na lekko i około 15:00 stanąłem na szczycie Dumbiera. Ze szczytu piękna panorama i jak na dłoni mogłem obejrzeć większą część pętli jaką tworzyła moja marszruta. Poniżej kilka zdjęć z Dumbieru.
    2014-09-06 14.20.35.jpg2014-09-06 14.23.08.jpg2014-09-06 14.41.31.jpg2014-09-06 15.01.46.jpg2014-09-06 14.17.18.jpg
    O ile we wschodniej części Tatr Niżnych innych turystów spotykałem stosunkowo rzadko, to w rejonie Dumbiera i Chopoku ruch był porównywalny do naszych połonin. No cóż, magia najwyższego szczytu i malownicze widoki z niezalesionej grani przyciągają; a ja również z jakiś powodów tam byłem. Podczas ostatnich minut zejścia skropił mnie jedyny podczas tego wyjazdu, przyjemny ciepły deszcz .
    Kilka słów o chacie gen. Stefanika. Wcześniej już o tym słyszałem, ale nie chciało mi się wierzyć, że to prawdziwy „bed & breakfast”. W cenie 16 EUR poza łóżkiem wybiera się jedno z 5 śniadań z menu. Bezpiecznie wybrałem jajecznicę. W szatni na dole jest mnóstwo dyżurnych kapci. Więc jak ktoś nie wziął butów na zmianę (fast & light!), to dostaje schroniskowe, przydziałowe. Miły zwyczaj.

    2014-09-06 11.28.15.jpg
    Ogólnie spotykałem się z przejawami sympatii od Słowaków. Chodzi o drobne gesty, uśmiechy, serdeczność przy obupulnej próbie zrozumienia podczas zamawiania obiadu itd. Wieczorem, po zmroku, w niewielkiej sali restauracyjnej z ciepłym kominkiem zapanowała serdeczna międzynarodowa atmosfera. Słowacy opowiadali, że gen. Stefanik chyba najbardziej słynie z tego, że jako pierwszy na Słowacji fotografował nagie kobiety, a jego skuteczność polityczna wynikała głównie z sypiania z żonami wpływowych facetów. W tym kontekście, nie dziwi jego tragiczna śmierć w sile wieku, w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach wypadku lotniczego. Z bratankami Węgrami rozmawiałem o polityce Orbana, a wszystkie rozmowy prowadzone były przy stołach zastawionych słowackim piwem. Jedynie jedzenie mogło by być kapkę smaczniejsze, a porcje większe. Jakby ktoś był, to polecam kapustową z kiełbaską. Zdecydowanie faworyt z tamtejszego menu. Mimo wspaniałych widoków na melanż do późnych godzin nocnych, zmęczenie wzięło górę i o dziesiątej leżałem już w łóżku. Zresztą godzinę później było już cicho w całym schronisku.

  2. #2
    Bieszczadnik
    Na forum od
    06.2007
    Rodem z
    okolice Warszawy
    Postów
    51

    Domyślnie Odp: 73 godziny w Tatrach Niżnych

    Dzień 4
    Zamówioną uprzedniego dnia poranną jajecznicę zjadłem w towarzystwie braci Słowaków spotkanych w Ramży. Jak na moje standardy, było już dosyć późno, bo jakiś kwadrans po siódmej i słońce wisiało już wysoko nad grzbietami gór, kiedy opuszczałem schronisko. Poniżej zdjęcie autora tuż przed wymarszem.
    2014-09-07 07.14.01.jpg
    Pozostał mi ostatni odcinek – zejście niebieskim szlakiem do samochodu w Liptovskim Janie. Pierwsza godzina, to przedzieranie się wąską ścieżką przez mokre od rosy chaszcze. Po tej godzinie zaczynałem już odczuwać lekkie dolegliwości gardła ze względu na nieustanne powtarzanie „idę!”, tudzież zamiennie „niedźwiedziu idę!”. Może jestem paranoikiem? Po zejściu w niższe partie zaczynają się ładne łąki, aż w końcu szlak wychodzi na schron zwany „koliba Brenkus”. Piękny schron, aczkolwiek nielegalny, tj. nie figuruje na liście dozwolonych przez władze parku miejsc biwakowych. A szkoda. Po co taki piękny schron (nawet z siekierą) jeżeli nie można w nim na jedną noc zamieszkać?

    2014-09-07 07.49.53.jpg2014-09-07 07.58.20.jpg2014-09-07 07.59.15.jpg2014-09-07 08.01.33.jpg2014-09-07 08.02.31.jpg2014-09-07 08.03.58.jpg
    Od schronu wiedzie już leśna droga do samego Liptovskiego Jana, a sądząc po świeżych śladach opon, jacyś zmotoryzowani odwiedzają kolibę Brenkus. Czyżby straż parku czyhała na łatwą zdobycz? To tylko domniemania, i mam nadzieję, że fałszywe. Do samochodu dotarłem tuż przed 11:00. W sumie 73 godziny i łącznie około 60 km (12km, 18km , 16km, 14km przez kolejne dni licząc po mapie).


    Epilog.
    W domu byłem około 17:00. Trochę obolały, ale bardzo szczęśliwy. Polecam wszystkim lubiącym się szwendać po nie za wysokich i zalesionych górach, w których można się zaszyć w miejsca pozbawione nadmiernego ruchu turystycznego. Poniżej jeszcze mapka z przebytą trasą.

    mapa.jpg

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Godziny zachodu slonca na slub
    Przez Ela i Szymon w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 31-08-2009, 11:47
  2. Cerkwie, które można przenieść w 24 godziny
    Przez bertrand236 w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 28-03-2008, 23:44

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •