Dzień 3
Wstałem o 5:30. W półmroku przygotowałem skromne śniadanko i o 6:00 byłem już na szlaku. Za sobą zostawiłem śpiących Słowaków. Wstawał kolejny piękny, ciepły i słoneczny dzień. Moim celem było przejście granią do chaty gen. Stefanika. Jak wcześniej wspominałem nie miałem roamingu i nie mogłem zadzwonić i zarezerwować noclegu. Nie trudno domyśleć się, że noc z soboty na niedzielę może być mocno oblegana, a planu B nie miałem, co mimowolnie motywowało mnie do rychlejszego chodu. Kwadrans po ósmej dotarłem do miejscowości Certovice. Certovice, to przełęcz na grani głównej , przez którą przebiega pełnoprawna droga dla samochodów. Sama miejscowość składa się z kilku pensjonatów i restauracji. Stąd też pewnie nazwa na parkowych drogowskazach „Certovice motorest”. Niestety, najwyraźniej po letnim sezonie nikt nie jada tam śniadań o tak wczesnej porze, więc po krótkim odpoczynku ruszyłem dalej głodny w stronę chaty Stefanika. Głodny, ponieważ kończyło mi się już jedzenie. Zawsze mam wrażenie, że zabieram na wyjazdy za dużo rzeczy. Tym razem postanowiłem, że będę naprawdę „fast and light” i stąd porcje żywieniowe były policzone na styk. Tego dnia śniadanie już było, a następne posiłki były przewidziane już w chacie Stefanika. Po kolejnych 3 godzinach intensywnego marszu, słaniając się na nogach (czyżby starość czy to tylko głód?) i pięknych widoków, udokumentowanych na zdjęciach poniżej, dotarłem do chaty gen Stefanika. Na szczęście jeszcze jedno łóżko się znalazło. Posiliłem się knedliczkami z gulaszem oraz piwem i następnie poszedłem spać….
2014-09-06 06.45.21.jpg2014-09-06 09.17.40.jpg2014-09-06 06.38.14.jpg2014-09-06 06.28.56.jpg
Po godzinnej drzemce byłem na tyle zregenerowany, że czułem się gotów na atak szczytowy na Dumbier – najwyższy szczyt Tatr Niżnych (2045m npm). Przepakowałem plecak, żeby pójść na lekko i około 15:00 stanąłem na szczycie Dumbiera. Ze szczytu piękna panorama i jak na dłoni mogłem obejrzeć większą część pętli jaką tworzyła moja marszruta. Poniżej kilka zdjęć z Dumbieru.
2014-09-06 14.20.35.jpg2014-09-06 14.23.08.jpg2014-09-06 14.41.31.jpg2014-09-06 15.01.46.jpg2014-09-06 14.17.18.jpg
O ile we wschodniej części Tatr Niżnych innych turystów spotykałem stosunkowo rzadko, to w rejonie Dumbiera i Chopoku ruch był porównywalny do naszych połonin. No cóż, magia najwyższego szczytu i malownicze widoki z niezalesionej grani przyciągają; a ja również z jakiś powodów tam byłem. Podczas ostatnich minut zejścia skropił mnie jedyny podczas tego wyjazdu, przyjemny ciepły deszcz .
Kilka słów o chacie gen. Stefanika. Wcześniej już o tym słyszałem, ale nie chciało mi się wierzyć, że to prawdziwy „bed & breakfast”. W cenie 16 EUR poza łóżkiem wybiera się jedno z 5 śniadań z menu. Bezpiecznie wybrałem jajecznicę. W szatni na dole jest mnóstwo dyżurnych kapci. Więc jak ktoś nie wziął butów na zmianę (fast & light!), to dostaje schroniskowe, przydziałowe. Miły zwyczaj.
2014-09-06 11.28.15.jpg
Ogólnie spotykałem się z przejawami sympatii od Słowaków. Chodzi o drobne gesty, uśmiechy, serdeczność przy obupulnej próbie zrozumienia podczas zamawiania obiadu itd. Wieczorem, po zmroku, w niewielkiej sali restauracyjnej z ciepłym kominkiem zapanowała serdeczna międzynarodowa atmosfera. Słowacy opowiadali, że gen. Stefanik chyba najbardziej słynie z tego, że jako pierwszy na Słowacji fotografował nagie kobiety, a jego skuteczność polityczna wynikała głównie z sypiania z żonami wpływowych facetów. W tym kontekście, nie dziwi jego tragiczna śmierć w sile wieku, w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach wypadku lotniczego. Z bratankami Węgrami rozmawiałem o polityce Orbana, a wszystkie rozmowy prowadzone były przy stołach zastawionych słowackim piwem. Jedynie jedzenie mogło by być kapkę smaczniejsze, a porcje większe. Jakby ktoś był, to polecam kapustową z kiełbaską. Zdecydowanie faworyt z tamtejszego menu. Mimo wspaniałych widoków na melanż do późnych godzin nocnych, zmęczenie wzięło górę i o dziesiątej leżałem już w łóżku. Zresztą godzinę później było już cicho w całym schronisku.



Odpowiedz z cytatem
Zakładki