Nie przesadzałbym z tą dzikością. Jest to dość powszechna opinia, ale moim zdaniem mało uzasadniona. To są góry od setek lat wykorzystywane gospodarczo (ostatnio coraz mniej), więc trudno mówić o dzikości. Przy odrobinie ogarnięcia i ostrożności nic strasznego się nie dzieje (z dokładnością do warunków meteorologicznych, które od "dzikości" są niezależne). Z reguły poruszałem się terenem uczęszczanym pastersko, lub turystycznie. Niektóre ścieżki zrobiły na mnie dużo większe wrażenie, niż słynny płaj na trawersie Kreczelli. Co prawda odpaliłem kilka fragmentów mało albo w ogóle nie uczęszczanych turystycznie i zapomnianych przez lokalsów, ale nie było tam jakiejś ekstremy. Z wodą też nie było większych problemów - najdłuższy odstęp pomiędzy sensownymi źródłami miałem 36 godzin, z możliwością modyfikacji trasy, żeby mieć ją wcześniej.
Do tego z reguły jeżdżę sam. Ma to i wady, i zalety, ale jeśli ktoś tak nie jeździł to polecam chociaż spróbować. Np. mała szansa na zaproszenie na nocleg, jeśli jest się w grupie. No i zupełnie inaczej odbiera się otoczenie.