Dla formalności nadmienię, że mieszkaliśmy wtedy w Bukowcu. My spędzaliśmy tam tylko tydzień urlopu, natomiast projekt ten trwał już chyba drugi rok i był projektem międzynarodowym. Mieszkali wtedy z nami Hiszpanie, Włoszka, w międzyczasie dojechała studentka z Wielkiej Brytanii. Głównie wolontariusze.
No, ale wracam do przyjemniejszych rzeczy.
Trzeciego dnia pojechaliśmy na stokówkę u stóp Otrytu z nadzieją, że zobaczymy żubry, bo poprzedniego dnia widziano tam duże stado.
Żubrów niestety nie zobaczyliśmy, ale zauważyliśmy trop misia - prawdopodobnie sprzed paru dni - i zaczęliśmy posuwać się tym śladem. Nasza przewodniczka powiedziała, że najczęściej tropią w kierunku, z którego niedźwiedź przyszedł, żeby czasem nie wleźć na niego. Tym razem zrobiła wyjątek, bo jak pisałem, ten był stosunkowo stary (ale dobrze widoczny).
Tak więc zaczęliśmy marsz - jak się okazało później, trzydniowy - tropem misia-wędrowniczka.
DSC01255.jpg
Gdy znajdowaliśmy legowisko, w którym spędził noc, dziewczyny odprawiały gusła,
DSC01257.jpg
po czym wędrowaliśmy dalej. Jak wiadomo miś ma cztery łapy i zamiast trawersować, zasuwał prosto z góry i pod górę. A my za nim.
DSC01261-1.jpgDSC_0192.jpgDSC_0195.jpg
Całe szczęście, że zwierzak robił sobie częste przerwy, a naukowcy musieli to zbadać ;-)
DSC01264.jpgDSC_0176.jpgDSC_0183.jpg
Miś prowadził nas całkiem ciekawym szlakiem. Tak jak pisałem zaczęliśmy spod Otrytu, w okolicach Chrewtu przeszliśmy szosę i dalej ruszyliśmy doliną Paniszczówki.


Odpowiedz z cytatem