3 lutego 2011 - około 10.00 byliśmy w trasie. Jechaliśmy na punkt końcowy wczorajszej wędrówki, ale chcieliśmy podjechać samochodem do domku myśliwych.
Zajeżdżaliśmy, o ile się teraz orientuję, od strony Czarnego, ale dopiero później spojrzałem na mapy, bo w tamtym czasie, byliśmy zdani całkowicie na naszych przewodników. Był to wyjazd całkowicie na wariackich papierach, zero map, wcześniejszego rozeznania w terenie. Miałem tylko wspomnienia sprzed 40 lat, żona nie miała nawet tego.
Wracając do głównego wątku, najpierw jechaliśmy szosą,
DSC_0356.jpg
Później droga zmeniła swój charakter, ale Range Rover dał radę.
DSC_0373.jpg
Dojechaliśmy na miejsce od drugiej strony i dlatego dopiero dzisiaj zobaczyliśmy tablicę pamiątkową. Może dzięki niej możnaby pokusić się o dokładniejsze umiejscowienie naszej wyprawy. Wiem, że szliśmy doliną Paniszczówki, potem lasami i polanami gdzieś w stronę Czarnej Dolnej, a może bardziej (patrzę na mapę Google) w stronę Sokołowej Woli, bo uprzedzając fakty, zakończyliśmy ten spacerek w kompleksie leśnym między Paniszczowem w właśnie Sokołową Wolą.
Poniżej tablica.
DSC_0397.jpg
Po wejściu na trop zobaczyliśmy coś niesamowitego.
DSC_0399.jpg
Ale pytanie samo się nasuwa:
Skoro miał papier, to dlaczego z niego nie skorzystał?
Dalej misia marszruta prowadziła przez las
DSC_0409.jpg
w kierunku następnego karmiska, gdzie nasz wielki drapieżnik postanowił się posilić.
DSC_0422.jpg
Po posiłku, rozejrzeniu się po okolicy, miś znów wkroczył do lasu, a że przeszedł już parę kilometrów - nie za dużo, bo nie miał gdzie się spieszyć, następne karmisko pewnie już niedaleko - postanowił się zdrzemnąć. Oczywiście najpierw przygotował sobie posłanie, bo kultura musi być. Chociaż parę gałązek.
DSC_0438.jpg
Dalej szliśmy za nim jeszcze jakiś czas leśnymi ostępami, po czym znowu z powodu nadciągającego zmroku, zmuszeni byliśmy zakończyć następny wspaniały dzień.
Po wyjściu na otwartą i trochę łatwiejszą przestrzeń, niektórzy z nas musieli chwilę odpocząć.
IMG_6768.jpg
Potem w zapadających ciemnościach ruszyliśmy w stronę auta.
DSC_0461_1.jpg
Na tym skończyła się nasza przygoda z tropieniem "naszego" miśka. Niestety w nocy spadł śnieg i dalsze tropienie nie było możliwe.
Ale Bieszczadów jeszcze nie opuszczaliśmy. Jeszcze pozostał na jeden dzień na niedźwiedziowanie i go wykorzystaliśmy, ale o tym następnym razem.



Odpowiedz z cytatem