DZIEŃ 6 - wtorek 30 września

Rankiem żegnamy się z gospodarzami którzy idą do pracy. My jeszcze chwilę się krzątamy po ogródku zanim wyruszamy dalej. Plan jest prosty, musimy iść na południe przez plątaninę mniejszych górek. Wspinamy się pierwszą lepszą napotkaną ścieżką biegnącą w góry.



Początki nie są łatwe, dużo płotków i innych ogrodzeń. Za jednym przywitał nas baran który się rozpędzał jak tylko człowiek się odwrócił :)



W końcu trafiamy na konkretniejszą ścieżkę i zdobywamy trochę wysokości. Widok na Poienile de sub Munte i okolicę.





Ciągle pod górę. Jest malowniczo, dużo drewnianej zabudowy, stogi siana itp...





Mijamy zwożone sianko...



Jeszcze kawałek i zdobywamy pierwszą góreczkę.



Otwierają się większe widoki, hen daleko widać już Vișeu de Sus. Plątanina dolin i górek nie wróży jednak łatwej przeprawy :)



Nawet powyżej 1000 m n.p.m. można napotkać gospodarstwa domowe.



Mijamy zagubione osady...



Schodzimy w głęboką i skalistą dolinę, powoli rozglądamy się za miejscem na nocleg. Dolina się rozszerza, otwierają się widoki.



Napotkany pasterz potwierdza że idziemy właściwą drogą. Rozbijamy swoje domki na łące.





Wieczorem mamy gości, przez nasze obozowisko przełazi całe stado owieczek :)
Żałowałem że nie miałem przy sobie aparatu gdy przełaziły koło nas, a do namiotu nie miałem odwagi iść, psy nas skutecznie pilnowały.
Jedynie po przejściu na szybko uwieczniłem.





Ognisko i spać...

C.D.N.