DZIEŃ 1 - Czwartek 25 września

Żegnamy się z gospodarzem, zarzucamy garby i udajemy się na stację kolejki wąskotorowej.



Oprócz normalnych kursów z drewnem itp. są też kursy turystyczne w głąb doliny Vaseru. Kupujemy bilety w jedną stronę. Jest czwartek a chętnych turystów jest więcej niż się spodziewałem. Azjaci z nieodłącznymi aparatami na piersi, niemieccy emeryci itd...



Zajmujemy miejsce i turlamy się 2h w głąb doliny.



Po przebyciu około 20km kurs turystyczny ma stację końcową gdzie są wiaty, można kupić coś do żarcia i posłuchać przygłośnego rumuńskiego folku. My ruszamy dalej, mamy do pokonania jeszcze kilka km torami.



W końcu odbijamy w boczną dolinę. Według mapy biegnie tędy droga, a nawet szlak turystyczny. Droga była przez pierwsze kilkaset metrów, dalej zarastająca ścieżka w miejscu zniszczonej, starej drogi.



Znaki szlaku pojawiają się z częstotliwością 0,5h-1h marszu. W końcu stara droga/ścieżka się kończy, wspinamy się początkowo korytem potoku.



Później przez krótki czas odnajdujemy inną starą drogę pokrytą balami.



Zdobyliśmy już trochę wysokości i pojawiają się pierwsze widoki.



Do grzbietu nie zostało daleko więc ciśniemy przez las na przełaj do góry. Ostatni wysiłek na dzisiaj i szukamy dobrego miejsca do spania. Znajdujemy pasterską kolibę. Trochę sprzątania i mamy fajne miejsce na nocleg, w środku miejsce na ognisko.

Nasz domek, w tle góry Rodniańskie:



Widok w drugą stronę, w tle Pietros Budyjowski:



Nasz wieczorny widoczek:



Ognisko, odciążanie plecaków z nalewek, gadu-gadu i spać...

C.D.N.