Dzień 2 - Piątek 26 września
Śpi się nad wyraz dobrze. Posłanie z desek zastaliśmy przykryte gałązkami iglaków, na to daliśmy własną plandekę, karimaty i było miękko i wygodnie. Wstaję o świcie zobaczyć jaka jest pogoda. Jest pochmurno więc wskakuję jeszcze do śpiwora. Później z pogodą nie jest lepiej, mżawka i przewalające się chmury. Trzeba iść dalej. Wspinamy się na Pietrosa Budyjowskiego (1854m).
Krótki postój i popas jagodowo-borówkowy.
Docieramy w końcu na szczyt, niestety widoków nie podziwiamy.
Pogoda postanawia urozmaicić nam wędrówkę.
Padać nie przestaje, jest za ciepło żeby śnieg poleżał ale skutecznie nasącza okoliczną trawę i krzaki. Pranie mamy gratis. Schodzimy na przełęcz za Pietrosem.
W oddali widzimy chatę pasterską i chwilę rozważamy czy nie zboczyć. Zapada decyzja iść dalej.
Pranie jest skuteczne, po kilku godzinach jesteśmy przemoczeni. Dochodzimy w końcu do połoniny pod Pecealu gdzie jest osada pasterska. Niestety chatki pozamykane na kłódki, ale znajdujemy jedną z werandą i otwartym poddaszem. Przebieramy się, gotujemy gorący posiłek, rozgrzewamy się mocniejszym trunkiem i suszymy przy rozpalonym ognisku. Jest fajnie pomimo słabego dnia.
Noc spędzamy na poddaszu.
C.D.N.









Odpowiedz z cytatem