Rad jestem, że chcecie czytać.Z obrazkami byłoby ciekawiej. Niestety fotek nie będzie, nie miałem fotoaparatu. Dzięki Piskal za podrzucenie jednej ze swoich zasobów. Za granicą bywałem w latach 90-tych ubiegłego wieku i to na zachodzie. Czas więc uaktualnić paszport i zobaczyć ten "drugi świat" od tamtej strony za radą don Enrico.

Kompan wrócił zszokowany widokiem żywych, ukraińskich Sianek. Rozmawiamy wracając z tego koniuszka kraju. W pewnym momencie Zbyszek zadaje głośne pytanie: "czy Oni wiedzieli, że będą leżeli na końcu Polski? czy zdawali z tego sprawę?" Pytanie dziwne , szokujące, pozostanie bez odpowiedzi.
Wkraczamy na dobrze ubitą drogę. Przy drodze tablice "drogę wykonano z pieniędzy Unijnych". Znowu myśl: "na kit taka droga na tym odludziu?". Co chwilę widzimy pełzające drogą małe, wielkości ołówka żmijki. Widocznie z tegorocznego wylęgu. Jest bardzo ciepło, to łapią słoneczną energię. W końcu to zimnokrwiste gady. Nie robiąc krzywdy pożytecznym stworzeniom, wkraczamy na parking. Przy drodze mijamy olbrzymi saganek. Podobno w nim potaż warzono. Obecnie porzucony przez ludzi, wypełniony deszczówką służy za basen dla żab, tudzież innych stworów.
Jest już późno, nie ma człowieka sprzedającego bilety. Wszystko pozamykane. Słoneczko za chwilkę opuści horyzont. Na parking wbiega lis, piękne stworzenie dobrze odpasione. Kręci się to tu, to tam. Nic se nie robiąc z naszej obecności. Chwilę patrzymy na psowatego i odjeżdżamy.
Gdy wracamy do Cisnej jest już ciemno. Więc szybka kąpiel i idziemy do "Siekierezady". Bierzemy po dwa ichnie piwa, zagryzamy żurkiem. Ludzi coraz więcej więc ewakuujemy się do "szynku na zamościu". Znowu piwo i żurek (jeszcze takiego nie jadłem, łyżka w pionie stanęła). Żarcia na dzisiaj mamy dość. Odwiedziliśmy jeszcze moich dobrych znajomych i przed rankiem poszliśmy spać.
CDN.