Pokaż wyniki od 1 do 10 z 40

Wątek: W Bieszczady na miotle

Widok wątkowy

  1. #34
    Forumowicz Roku 2016
    Kronikarz Roku 2016
    Forumowicz Roku 2014
    Forumowicz Roku 2013
    Ekspert Roku 2012
    Awatar Wojtek Pysz
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Jarosław
    Postów
    2,496

    Domyślnie Odp: W Bieszczady na miotle

    Do Rabego schodzi się z Jawornego komfortową ścieżką, oznakowaną na żółto (oznakowanie nie przeszkadza w schodzeniu). Na bazie panował spokój, co oznaczało, że rzeszowska załoga jeszcze tu nie przybyła. Ale oni idą z Cisnej, więc chwile trzeba będzie poczekać (nie wiedziałem jeszcze wtedy, że zastosują sztuczne ułatwienia, skracając dystans marszu przez dojazd drogą do Woli Michowej).

    W oczekiwaniu, przyrządziłem sobie posiłek pod nowa wiatą.


    I podziwiając odnowiony budynek, spokojnie czekałem.


    Deszcz siąpił, cisza wokół. A w chałupce coś się rusza. Podszedłem, wszedłem. Przy stole siedziało kilka osób. Przywitałem się.
    - Czy wy też na uroczyste otwarcie schronu?
    - (zdziwienie na twarzach słuchaczy) Otwarcie mieliśmy jakiś miesiąc temu.
    - A, to się trochę spóźniłem. A czy nie wiecie, czy tu coś innego nie będzie dzisiaj otwierane?
    - Raczej nie, bo tu nic innego nie ma. Ale zaczekaj, za chwile przyjedzie tu leśniczy. On coś musi wiedzieć. Może nie za chwilę, ale za godzinę. No, może za dwie.
    - A ten leśniczy to Marcin?
    - Tak, Marcin. Znasz?
    - Ze słyszenia. Z dołu, będzie jechał, od siebie?
    - Tak, od siebie.
    Spakowałem plecak i poszedłem w dół. Albo spotkam Marcina po drodze, albo dojdę do leśniczówki. Od czasu do czasu coś w górę jechało. Na wszelki wypadek machałem ręką na każdy samochód, bo nie wiedziałem, czym się Marcin porusza. Gdybym zatrzymywał te samochody w celu zabrania się na „stopa”, to miałbym pecha. Kierowcy raczej odwracali głowy w drugą stronę, udając, że nie widzą machającego w deszczu dziadka z plecakiem. A niektóre były takie, że jeszcze w życiu takimi nie jechałem. A tu jest zakaz ruchu.
    Po paru kilometrach w końcu zatrzymał się jakiś mały Ford. Otworzył okno. W środku jeden brodaty, drugi w zielonym.
    - Dzień dobry. Leśniczego Marcina szukam - zgadnąłem
    - O, jest tutaj - brodaty kiwnął głową w stronę zielonego.
    - Słyszałem, że dzisiaj ma tu być jakieś uroczyste otwarcie schronu
    - ???
    Tu opowiedziałem wszystko, co wiedziałem.
    - A, dzwonił do mnie Henek i mówił, że tu przyjeżdżają, tylko nie pamiętam kiedy - przypomniał sobie Marcin
    - Z soboty na niedzielę, czyli dzisiaj. Z Cisnej idą.
    - To kawałek drogi, ale kiedyś dojdą. Poczekamy.
    - To ja wracam na górę do bazy.
    - Daj plecak. Sam się tu nie zmieścisz. Możemy za chwilę wrócić i cię zabrać.
    - Plecak to już duży fart. Sam dojdę spokojnie, nie zjeżdżajcie.
    Samochód był tak zapchany, że dopchanie plecaka okazało się nie lada sztuką. Aby się zmieścił, trzeba było jakieś pudełko, półkę i coś jeszcze upchać na kolana brodatego pasażera. Wewnątrz było pełno sprzętów, wiezionych na górę jako wyposażenie nowego schronu. Ford ruszył w górę, a ja uwolniony od plecaka lekko potuptałem, też w górę.
    Ostatnio edytowane przez Wojtek Pysz ; 22-10-2014 o 19:19 Powód: liter.

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •