Pokaż wyniki od 1 do 10 z 40

Wątek: W Bieszczady na miotle

Mieszany widok

  1. #1
    Forumowicz Roku 2016
    Kronikarz Roku 2016
    Forumowicz Roku 2014
    Forumowicz Roku 2013
    Ekspert Roku 2012
    Awatar Wojtek Pysz
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Jarosław
    Postów
    2,496

    Domyślnie Odp: W Bieszczady na miotle

    Zgodnie z wczorajszą groźbą, kontynuuję sprawozdanie z mojego wariantu uroczystego otwarcia schronu. Nazajutrz wstałem przed świtem, spakowałem ociekający namiot i potuptałem przez Żebrak i Maguryczny do Smolnika. Na zdjęciu – Rozdila Horyszniańskie, droga grzbietowa.


    Podejście pod Maruryczny, co chwilę widać kawałki wygrzebanego przez szperaczy żelastwa.


    A to na samym Magurycznym


    Już w dole widać miejsce, w którym za chwile będzie widać Smolnik


    Już widać Smolnik


    I już doskonale widać cerkiew w Smolniku


    W cerkwi o godz. 10:30 jest msza św. Dobra godzina, można nawet z dość daleka zdążyć.

  2. #2
    Forumowicz Roku 2016
    Kronikarz Roku 2016
    Forumowicz Roku 2014
    Forumowicz Roku 2013
    Ekspert Roku 2012
    Awatar Wojtek Pysz
    Na forum od
    02.2008
    Rodem z
    Jarosław
    Postów
    2,496

    Domyślnie Odp: W Bieszczady na miotle

    Przepraszam uczestników właściwego uroczystego otwarcia za oboczne wtręty, ale ja naprawdę szedłem na tę samą imprezę, tylko o 6 dni za wcześnie wyruszyłem W skrócie opowiem, co było dalej. Po mszy w cerkwi doszedłem do znanej drogi.


    Drogą przeszedłem kawałek w kierunku Łupkowa, a przy okazji "upolowałem" kapliczkę, którą w zagadkach w mig rozszyfrował Bazyl: http://forum.bieszczady.info.pl/show...l=1#post156983 . Po paru minutach droga mi się znudziła i skręciłem w lewo, na Feszów. Myszkując w poszukiwaniu czystej wody natknąłem się na zarośnięte fundamenty i piwnice nieukończonego, sporego domu.


    Czystą wodę odnalazłem, więc zrobiłem sobie popas, połączony ze suszeniem dobytku.


    Rzut oka na północ, na okolice, w których bywałem dziś rano.


    Na miejsce noclegu między Głębokim Wierchem a Wysokim Groniem dotarłem długo przed wieczorem. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że w Bieszczadach niedźwiedzie atakują 61-letnich turystów i bezmyślnie postawiłem namiot na podgrzbietowej polance, z dala od ludzi.


    Był czas na spokojne poszukanie wody. Wodę da się znaleźć nawet w bezwodnej okolicy, trzeba się tylko nie spieszyć. Po przegotowaniu pełnej menażki uzyskałem ok. litra wody a na dnie ok. stu gramów innych substancji, które powróciły do swojego środowiska.


    Smaczna kolacja. Nie wiem, jakim sposobem udało mi się rozpalić ogień z niezbyt suchych gałązek i bez sztucznej podpałki. Ale gdy się ma dużo czasu, to da się Wprawdzie nie mogłem znaleźć lasu, który byłby oddalony o 100 m od mojego ogniska, ale zanim to ktoś pomierzył, to ogień już zagasł.

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •