Z tego co mówił to osoby bez zaproszenia są bardzo niemile widziane. Jest droga lądowa, jest wodna, ale pasuje się najpierw zapowiedzieć jak na kulturalnego człowieka przystało.
To, że gość jest muzykiem i że mieszka sobie na tratwie nie oznacza, że nie potrzebuje prywatności.
Myślę, że jak się umówisz na wizytę to na pewno Ci powie jak tam dotrzeć.
Odbiegnę nieco od tematu, ale wyszło to niejako przy okazji.
Nie wiem dlaczego ludzie z poza Bieszczadów uważają, że można wparować na cudze pole lub do czyjegoś lasu i urządzić sobie biesiadę, wyścigi czy ognisko nie pytając właściciela o zdanie. Podobnie rzecz ma się z wizytami turystów - przychodzą nieraz jak do siebie, zawracają tyłek pół dnia i jeszcze naśmiecą.
Ciekawe czy u siebie w Warszawie, Krakowie czy Poznaniu też wparowują do cudzego ogródka, wykąpią się w cudzym basenie, zrobią ognisko na trawniku, nasrają, naśmiecą i rano zwiną manatki.
Ale jak w Bieszczadach właściciel terenu zauważy ognisku "u siebie" i zwróci tylko uwagę, żeby posprzątać po sobie śmieci to jest to niegościnność, obraza i nieraz kończy się to na groźbach i skakaniu pyskiem lub do bijatyki.


Odpowiedz z cytatem