W Ubli kiedy pytają mnie o nóż i lekarstwa, odpowiadam stanowczo "NIE", z doświadczenia. Niegdyś przyznałem się otwarcie, że mam leki i musiałem wyciągać wszystkie rzeczy z plecaka, pokazywać leki i tłumaczyć co to i na co. Wiadomo, że na kilkudniową wycieczkę podstawowe leki i nóż są niezbędne, tym razem ukraiński pogranicznik nie dał się nabrać na to, że nie mam noża i musiałem pokazać scyzoryk. Był mały i problemu nie było. Po prostu Ukraińcy na tamtej granicy są na to uczuleni i trzeba się do tego przyzwyczaić.
Jazda do celu nie była ani szybka ani nudna, jak to na Ukrainie. Dziury, krowy maszerujące całą szerokością drogi i blokujące ruch, Polana z bardzo dobrą drogą, eleganckimi hotelami i sanatoriami i "dziurawe" ulice Swalawy.
Miejsce na nocleg trafiliśmy bardzo dobre. Na sianie była wygodna, spokojny sen i odpadło przygotowanie i składanie biwaku. Dzięki dobremu przygotowaniu Wojtka i jego nawigacji, bez żadnych problemów dotarliśmy do ruin bazy wojskowej. Miejscami droga w dolinie Gołowczyna jest dość zniszczona.
Po ponad 600 metrach podejścia, gdy wyszliśmy już na połoninę zamiast napawać się widokami zastaliśmy zrujnowane budynki bazy wojskowej.
![]()


Odpowiedz z cytatem